Snajperzy w cieniu Kiełpina
25.10.2009
- Ciekawe, kto był dla was bohaterem tego meczu? - pytał jeszcze przed pomeczową konferencją prasową przybyłych na nią dziennikarzy trener Ruchu, Rafał Górak. I nim ktokolwiek zdążył wskazać Marka Sukera, autora hat-tricka, albo Pawła Mądrzejewskiego na przykład - zawodnika nr 1 w ekipie gości przez 60 minut gry, sam na to pytanie odpowiadał: - Oczywiście Seweryn Kiełpin. To on nam ten mecz uratował.
Doprawdy zadziwiająca to nieco sytuacja: drużyna strzela rywalowi sześć bramek, a miano najlepszego w jej szeregach dostaje bramkarz. Tym razem jednak trudno się z takim spojrzeniem nie zgodzić. Już w I połowie Kiełpin trzykrotnie ratował swój zespół od utraty gola. Po kwadransie gry obronił strzał Piotra Ruszkula z trzech metrów! - Instynktownie wystawiłem rękę, bo to jedyny sposób reakcji na uderzenie z takiej odległości. I udało mi się zatrzymać strzał Piotrka! - opisywał tę sytuację Kiełpin.
Potem jeszcze dwukrotnie w tej odsłonie próbował go zaskoczyć wspomniany Mądrzejewski. Tak naprawdę jednak "unita” dał mu popalić w 48 minucie. - Z relacji chłopaków wiem, że piłka szła w samo okienko. Ja po prostu starałem się ją zatrzymać - z takiej perspektywy radzionkowianin widział znakomite uderzenie rywala z rzutu wolnego z prawie 30 metrów. Później szczęscia próbował Sebastian Hulisz i wspomniany już Ruszkul. - Drugi raz jednak Piotrkowi już nie mogłem się dać pokonać - uśmiecha się Seweryn Kiełpin.
Obaj znają się z czasów, kiedy dzisiejszy bramkarz Ruchu strzegł jeszcze bramki Koszarawy Żywiec. - Dojeżdżałem wówczas na treningi do Górnika Zabrze, którego zawodnikiem był wówczas Ruszkul. A kilkanaście miesięcy temu rywalizowaliśmy w Młodej Ekstraklasie: on jako zabrzanin, ja w Polonii - dodaje jeszcze golkiper "Żółto-Czarnych".
Doprawdy zadziwiająca to nieco sytuacja: drużyna strzela rywalowi sześć bramek, a miano najlepszego w jej szeregach dostaje bramkarz. Tym razem jednak trudno się z takim spojrzeniem nie zgodzić. Już w I połowie Kiełpin trzykrotnie ratował swój zespół od utraty gola. Po kwadransie gry obronił strzał Piotra Ruszkula z trzech metrów! - Instynktownie wystawiłem rękę, bo to jedyny sposób reakcji na uderzenie z takiej odległości. I udało mi się zatrzymać strzał Piotrka! - opisywał tę sytuację Kiełpin.
Potem jeszcze dwukrotnie w tej odsłonie próbował go zaskoczyć wspomniany Mądrzejewski. Tak naprawdę jednak "unita” dał mu popalić w 48 minucie. - Z relacji chłopaków wiem, że piłka szła w samo okienko. Ja po prostu starałem się ją zatrzymać - z takiej perspektywy radzionkowianin widział znakomite uderzenie rywala z rzutu wolnego z prawie 30 metrów. Później szczęscia próbował Sebastian Hulisz i wspomniany już Ruszkul. - Drugi raz jednak Piotrkowi już nie mogłem się dać pokonać - uśmiecha się Seweryn Kiełpin.
Obaj znają się z czasów, kiedy dzisiejszy bramkarz Ruchu strzegł jeszcze bramki Koszarawy Żywiec. - Dojeżdżałem wówczas na treningi do Górnika Zabrze, którego zawodnikiem był wówczas Ruszkul. A kilkanaście miesięcy temu rywalizowaliśmy w Młodej Ekstraklasie: on jako zabrzanin, ja w Polonii - dodaje jeszcze golkiper "Żółto-Czarnych".
Polecane
II liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?