Seweryn Kiełpin: Czy naprawdę trzeba „rozgonić” tak fajną drużynę?
W ostatnich dniach zdecydowaliście się wydać rozpaczliwe oświadczenie, które miało na celu poinformować o waszej dramatycznej sytuacji i skłonić kogoś do pomocy… Czy wierzycie, że ten apel przyniesie zamierzony skutek?
- Gdybyśmy nie wierzyli - nie zdecydowalibyśmy się, wraz ze sztabem szkoleniowym, go napisać. Apel miał na celu nagłośnienie jak naprawdę jest w „Cidrach”. Uważamy, że ludzie nie mają tej świadomości. Pewnie zdają sobie sprawę, że mamy jakieś poślizgi w wypłatach… ale na pewno nie myślą, że sytuacja w klubie jest tragiczna. A taka właśnie jest. W apelu ujęliśmy to, że gramy za najniższe pensje w lidze, bez premii… a i tak są dwu-trzy miesięczne zaległości w wypłatach. Chłopaki muszą mocno się starać, aby co miesiąc zawiązać koniec z końcem. Chcemy, aby całe środowisko piłkarskie i kibice mieli tą wiedzę. A jeśli ktoś będzie chciał nam pomóc - bo sportowo pokazaliśmy, że na to zasługujemy - to wyciągnie do nas pomocną dłoń. Będziemy się wtedy bardzo cieszyli, bo naprawdę szkoda będzie, aby ta drużyna się rozpadła. Stanowimy fajną paczkę, a i na boisku chyba udowodniliśmy, że mamy swoją wartość.
Z czego wy tak naprawdę żyjecie, bo na pieniądze z klubu liczyć nie można…
- Ci starsi jak Piotrek Rocki czy Mariusz Muszalik, którzy mają na utrzymaniu rodziny, pewnie bazują na tym, czego dorobili się do tej pory, co zarobili w innych klubach. Z kolei ci młodsi, których jest więcej, żyją bardzo oszczędnie. Każdy się stara pomóc drugiemu. Gdy ktoś coś ma - zaczyna się pożyczanie… Niektórym natomiast pomagają rodzice.
Pewnie niektórzy mają pozaciągane kredyty…
- Sytuacja jest naprawdę bardzo ciężka, a jak ktoś ma na głowie jeszcze kredyt to ma jeszcze gorzej…
Rozmawiacie między sobą o tym, że możecie swoich należności nie otrzymać, że może dojść do takiej sytuacji?
- My te pieniądze zarobiliśmy i nie wyobrażamy sobie tego, że nie będą nam one zapłacone. Otrzymaliśmy zapewnienia, że do klubu mają trafić środki z Orange Sport, a także z innych źródeł, ale to w późniejszych terminach. Dzisiaj tego nie ma, ale wczoraj prezes zapowiadał, że w najbliższych dniach ma się coś pojawić na koncie. Staramy się o tym nie myśleć, a raczej koncentrować na tym, aby odpowiednio prezentować się na boisku. Drużyna jest scalona, radzi sobie z problemami. Wierzymy, że prezes oraz cały zarząd również stanie na wysokości zadania.
Wasza determinacja musi imponować każdemu. Drużyna, która zmaga się z tak wielkimi problemami finansowo-organizacyjnymi, potrafi na boisku wygrać z Piastem, Termaliką, Sandecją czy zatrzymać Pogoń… Jak wy to robicie?
- Sam do końca nie wiem. Może ta specyficzna sytuacja sprawiła, że nasza drużyna świetnie się rozumie. Nie ma w szatni żadnych grupek. Gdy ktoś ma problem - wszyscy mu pomagają. Jesteśmy jak wielka rodzina… i to przekłada się na boisko. Nie ma obrażania się, gdy ktoś komuś nie poda, nie ma pretensji po gorszym zagraniu, a jak jeden straci piłkę? Drugi myśli jak pomóc i uratować sytuację! W innych drużynach często można zaobserwować coś zupełnie odwrotnego: jeden się obraża za brak podania, drugi się nie wróci za akcją… Aczkolwiek nie mówię teraz, że gdyby nasza sytuacja finansowa była lepsza, to tak by nie było. Atmosfera w drużynie naprawdę jest świetna i pieniądze mogłyby nam tylko pomóc, napędzić nas. Dlatego jeszcze raz powtarzam - szkoda by było, gdyby ta drużyna się rozpadła... Stanowimy fajną grupę, która wiąże rutynę z młodością, z głodem gry. Gdybyśmy nie stracili w tym sezonie paru głupich punktów, to dziś moglibyśmy walczyć w tej lidze nawet o najwyższe cele.
A czy to nie jest trochę tak, że gracie bez pewnej presji, bo przecież gdyby wam się nie układało sportowo… to nikt nie miałby do was pretensji. W końcu wasze przygotowania do spotkań są naprawdę dalekie od profesjonalnych. Brakuje pieniędzy na podstawowe rzeczy jak odżywki, sprzęt czy dojazdy.
- Nie zgodzę się z tym. Jesteśmy obecnie w trudnej sytuacji, ale w większości ta drużyna składa się z młodych chłopaków, którzy mają sporo do udowodnienia. Zawodnicy grają o swoją przyszłość - przyjeżdżają nas oglądać wysłannicy innych klubów - także presja jest. Nie można powiedzieć, że drużyna gra „na luzie”, gdy walczy o lepsze jutro…
Tak dobra postawa na boisku na pewno sprawi, że po sezonie zgłoszą się po was kluby. W pewnym sensie jesteście więc wygrani.
- Odejście jest jakimś wyjściem z naszej sytuacji… ale czy naprawdę trzeba „rozganiać” po całej Polsce tak fajną i zgraną ekipę, która się stworzyła tutaj, w Radzionkowie? Jeśli jednak konieczność nas zmusi - to tak się stanie.
Rozmawiał Maciej Smolewski