Są jak "małe dziewczynki"

09.02.2009
Zabrzanie odnieśli drugą porażkę z rzędu na własnym parkiecie. Przegrali, choć po raz kolejny zwycięstwo mieli w kieszeni.
MKKS przegrał w spotkaniu na szczycie ze Startem. Zabrzanie nie wykorzystali okazji do rewanżu za porażkę w pierwszej rundzie i objęcia fotelu lidera. Jednak tego meczu podopieczni Mariusza Niedbalskiego wcale nie musieli przegrać - Mój zespół jest dziwny. Zachowują się jak małe dziewczynki. Bardzo szybko można ich wprawić w stan euforii. Gdy wypracowali pięć punktów przewagi uwierzyli, że już wygrali. Koncentracja zanikła i lublinianie bez problemu zaczęli zdobywać punkty - krytycznie podsumował grę swoich zawodników szkoleniowiec.

Niestety, była to już druga porażka zabrzan w kluczowym spotkaniu w ostatnim okresie. MKKS jest już praktycznie pewny udziału w fazie play-off. Jednak do następnej rundy rozgrywek prawdopodobnie przystąpi z niekorzystnej pozycji. - Nie potrafimy rozgrywać końcówek. Zespół nie wyciągnął żadnych wniosków po porażce z Basketem Kraków. Jeśli chcemy wygrywać, nie możemy popełniać takich błędów! - mówi Niedbalski.

W barwach MMKS-u występuje sporo młodych zawodników. Jednak oprócz nich, znajdują się także bardziej doświadczeni. Joachim Pawlk, Sławomir Kruk, Rafał Motyl czy Grzegorz Zadęcki spędzili już kilka sezonów na parkietach, grając nawet w wyższych klasach rozgrywkowych. To właśnie na nich powinien spoczywać ciężar rozgrywania końcówek spotkań. - Przegraliśmy na własne życzenie. Jest to tylko i wyłącznie nasza wina. Prowadząc różnicą pięciu "oczek" na trzy minuty przed końcem spotkania nie możemy pozwolić dogonić się rywalowi. Ze Startem prawdopodobnie zmierzymy się w fazie play-off i wówczas będziemy musieli pokazać, że wyciągnęliśmy wnioski - twierdzi Grzegorz Zadęcki, skrzydłowy zabrzan. 
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również