Ruch - Sandecja 1-1. Radzionkowianie znów przespali pierwsze 45 minut
01.10.2011
Wydarzenie
378 - przez tyle minut (wliczając w to przegrane 0-1 spotkanie I rundy Pucharu Polski z Gryfem Wejherowo) podopieczni trenera Mariusza Kurasa nie potrafili zdobyć gola na boisku przeciwnika. Fatalną, wyjazdową passę Sandecji, w 14. minucie dzisiejszej potyczki, przerwał w końcu Tomasz Midzierski, wykorzystując dokładną wrzutkę z lewego skrzydła. Przy "główce" stopera gości, broniący dostępu do bramki radzionkowian Marcin Suchański, nie miał nic do powiedzenia. Dla wychowanka MOSiR-u Jastrzębie Zdrój było to pierwsze ligowe trafienie od 1 maja 2010 roku, kiedy to jeszcze jako zawodnik bydgoskiego Zawiszy, wpisał się na listę strzelców w zremisowanym przez klub z kujawsko-pomorskiego meczu II ligi przeciwko Górnikowi Polkowice (2-2).
Bohater
Mak. A właściwie Maki. Gdy kolejne akcje, dążących do wyrównania gospodarzy, przypominały przysłowiowe walenie głową w mur, geniuszem błysnęli radzionkowscy bliźniacy. W 49. minucie, na dynamiczny rajd prawym sektorem boiska zdecydował się Michał Mak, idealnie wykładając piłkę do stojącego na 5-6 metrze od bramki Sandecji Mateusza. Ten ostatni nie miał najmniejszych problemów z wpakowaniem futbolówki do siatki.
Rozczarowanie
Fatalne zachowanie Piotra Giela na 5 minut przed końcem pierwszej odsłony. Napastnik gospodarzy znalazł się sam przed Markiem Koziołem. Efektowną "wajchą” położył na ziemi golkipera Sandecji i gdy wydawało się, że musi paść gol, Giel z sobie tylko wiadomych przyczyn, zamiast strzelać do opuszczonej przez Kozioła bramki, zdecydował się na podanie do Michała Maka. Uderzenie tego ostatniego zblokował jeden z nowosądeckich defensorów. Zawodnik z numerem 18 na plecach, mógł się zrehabilitować kilkadziesiąt sekund po wyrównującym trafieniu "Cidrów", gdy po raz kolejny znalazł się "oko w oko" z Koziołem. Tym razem Giel postanowił sam sfinalizować akcję swojego zespołu. Efekt? Strzał obok prawego słupka bramki gości. Trener Ruchu, Artur Skowronek, nie mógł dłużej patrzeć na indolencję snajperską swojego podopiecznego. Kilka chwil później ściągnął go z boiska, wprowadzając na plac gry Damiana Michalika.
Co ciekawego
- Choć Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego - instytucja, która wespół ze śląską policją, w przededniu derbowego pojedynku z bytomską Polonią (pierwotnie zaplanowanego na 10 września), dopatrzyła się szeregu nieprawidłowości w kwestii zabezpieczenia otoczenia obiektu "Cidrów” - swoją decyzję o zamknięciu stadionu Ruchu uchylił już przed dwoma tygodniami , dzisiejsze spotkanie z trybun znów mogło śledzić nie więcej niż 999 widzów. To efekt wszczęcia przez Urząd Wojewódzki osobnego postępowania wyjaśniającego, którego skutkiem było cofnięcie przez prezydenta Bytomia zgody na organizację imprez masowych przy Narutowicza. Kolejny ligowy mecz w Radzionkowie (12 października z Olimpią Elbląg) powinien już jednak zgromadzić dwukrotnie większą publiczność. Warunek? Zgodnie z zaleceniami bytomskiego „ratusza”, miejskiej policji oraz Wydziału ds. Bezpieczeństwa na Stadionach PZPN, Ruch musi usprawnić system identyfikacji kibiców. Montaż dodatkowych kamer przy bramach wejściowych na obiekt w Stroszku rozpoczął się jeszcze przed wizytą nowosądeczan. Niezbędne do wyrażenia przez prezydenta Bytomia ponownej zgody na organizację imprez masowych jest zakończenie tych prac i późniejszy „odbiór techniczny”.
- Kibice zameldowani na stałe w Świerklańcu (znanym m.in. z urodziwego i malowniczego parku oraz byłej rezydencji rodu Donnersmarcków, a dziś ekskluzywnego hotelu - "Pałacu Kawalera”) na spotkanie z Sandecją zostali wpuszczeni za "friko”. Podczas kolejnych potyczek "Cidrów” przy Narutowicza, w podobnym prezentem zostaną obdarowani mieszkańcy Piekar Śląskich (12 października - Olimpia Elbląg), Miasteczka Śląskiego (29 października - Flota Świnoujście), Tarnowskich Gór (5 listopada - Dolcan Ząbki), a także Nakła Śląskiego i Orzecha (19 listopada - Bogdanka Łęczna). Darmowe wejściówki dla fanów sąsiednich miast, to myśl przewodnia akcji promocyjnej "Żółto-Czarna Okolica”, z którą radzionkowianie wystartowali właśnie dzisiaj.
- Główny arbiter dzisiejszych zawodów, Krzysztof Jakubik z Siedlec, w bieżących rozgrywkach nie miał wcześniej okazji prowadzić spotkań z udziałem Ruchu bądź Sandecji.
- Wojciech Mróz, na co dzień rezerwowy w ekipie trenera Artura Skowronka, jest jedynym spośród radzionkowskich piłkarzy, którzy w przeszłości reprezentowali barwy klubu znad Kamienicy. 24-letni wychowanek Polonii Bytom, w drugoligowej wtedy Sandecji, grał jesienią 2008 roku. Na 13 rozegranych wówczas meczów w biało-czarnej koszulce, w aż dwunastu wychodził w podstawowym składzie. W jakimś stopniu Mróz przyczynił się więc do wywalczonego przez drużynę z Nowego Sącza kilka miesięcy później, awansu na zaplecze ekstraklasy.
- Po jednej niespodziance w wyjściowych "11” zafundowali swoim kibicom szkoleniowcy obu zespołów. Trener gospodarzy znalazł miejsce w podstawowym składzie dla Jarosława Kaszowskiego, który przegrywał ostatnio rywalizację na prawej obronie z Marcinem Trzcionką. Z kolei opiekun gości posadził na ławce najlepszego - zdaniem ekspertów - piłkarza Sandecji w ostatniej ligowej konfrontacji z Olimpią Grudziądz, autora dwóch asyst w tamtym meczu, Dariusza Gawęckiego.
- Na stadionie w Bytomiu-Stroszku znów zabrakło sympatyków drużyny przyjezdnej. Gdyby policja wyraziła zgodę na przyjazd fanów z Nowego Sącza, mecz musiałby odbyć się pod szyldem imprezy niemasowej o podwyższonym ryzyku. Wówczas liczba kibiców mogących zasiąść na trybunach zostałaby "okrojona" do 200 osób.
- Krótko po pierwszym gwizdku sędziego, nad stadionem w Bytomiu-Stroszku uniosło się gromkie i głośne „Gdzie jest nasz stadion? Hej Tobor, gdzie jest nasz stadion?”. Miejscowi kibice potrzebowali niespełna 120 sekund, by po raz kolejny na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, obrzucić "błotem” burmistrza Radzionkowa, który nie ma zamiaru wywiązać się ze złożonej w czerwcu 2010 obietnicy o budowie nowego obiektu dla żółto-czarnych.
378 - przez tyle minut (wliczając w to przegrane 0-1 spotkanie I rundy Pucharu Polski z Gryfem Wejherowo) podopieczni trenera Mariusza Kurasa nie potrafili zdobyć gola na boisku przeciwnika. Fatalną, wyjazdową passę Sandecji, w 14. minucie dzisiejszej potyczki, przerwał w końcu Tomasz Midzierski, wykorzystując dokładną wrzutkę z lewego skrzydła. Przy "główce" stopera gości, broniący dostępu do bramki radzionkowian Marcin Suchański, nie miał nic do powiedzenia. Dla wychowanka MOSiR-u Jastrzębie Zdrój było to pierwsze ligowe trafienie od 1 maja 2010 roku, kiedy to jeszcze jako zawodnik bydgoskiego Zawiszy, wpisał się na listę strzelców w zremisowanym przez klub z kujawsko-pomorskiego meczu II ligi przeciwko Górnikowi Polkowice (2-2).
Bohater
Mak. A właściwie Maki. Gdy kolejne akcje, dążących do wyrównania gospodarzy, przypominały przysłowiowe walenie głową w mur, geniuszem błysnęli radzionkowscy bliźniacy. W 49. minucie, na dynamiczny rajd prawym sektorem boiska zdecydował się Michał Mak, idealnie wykładając piłkę do stojącego na 5-6 metrze od bramki Sandecji Mateusza. Ten ostatni nie miał najmniejszych problemów z wpakowaniem futbolówki do siatki.
Rozczarowanie
Fatalne zachowanie Piotra Giela na 5 minut przed końcem pierwszej odsłony. Napastnik gospodarzy znalazł się sam przed Markiem Koziołem. Efektowną "wajchą” położył na ziemi golkipera Sandecji i gdy wydawało się, że musi paść gol, Giel z sobie tylko wiadomych przyczyn, zamiast strzelać do opuszczonej przez Kozioła bramki, zdecydował się na podanie do Michała Maka. Uderzenie tego ostatniego zblokował jeden z nowosądeckich defensorów. Zawodnik z numerem 18 na plecach, mógł się zrehabilitować kilkadziesiąt sekund po wyrównującym trafieniu "Cidrów", gdy po raz kolejny znalazł się "oko w oko" z Koziołem. Tym razem Giel postanowił sam sfinalizować akcję swojego zespołu. Efekt? Strzał obok prawego słupka bramki gości. Trener Ruchu, Artur Skowronek, nie mógł dłużej patrzeć na indolencję snajperską swojego podopiecznego. Kilka chwil później ściągnął go z boiska, wprowadzając na plac gry Damiana Michalika.
Co ciekawego
- Choć Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego - instytucja, która wespół ze śląską policją, w przededniu derbowego pojedynku z bytomską Polonią (pierwotnie zaplanowanego na 10 września), dopatrzyła się szeregu nieprawidłowości w kwestii zabezpieczenia otoczenia obiektu "Cidrów” - swoją decyzję o zamknięciu stadionu Ruchu uchylił już przed dwoma tygodniami , dzisiejsze spotkanie z trybun znów mogło śledzić nie więcej niż 999 widzów. To efekt wszczęcia przez Urząd Wojewódzki osobnego postępowania wyjaśniającego, którego skutkiem było cofnięcie przez prezydenta Bytomia zgody na organizację imprez masowych przy Narutowicza. Kolejny ligowy mecz w Radzionkowie (12 października z Olimpią Elbląg) powinien już jednak zgromadzić dwukrotnie większą publiczność. Warunek? Zgodnie z zaleceniami bytomskiego „ratusza”, miejskiej policji oraz Wydziału ds. Bezpieczeństwa na Stadionach PZPN, Ruch musi usprawnić system identyfikacji kibiców. Montaż dodatkowych kamer przy bramach wejściowych na obiekt w Stroszku rozpoczął się jeszcze przed wizytą nowosądeczan. Niezbędne do wyrażenia przez prezydenta Bytomia ponownej zgody na organizację imprez masowych jest zakończenie tych prac i późniejszy „odbiór techniczny”.
- Kibice zameldowani na stałe w Świerklańcu (znanym m.in. z urodziwego i malowniczego parku oraz byłej rezydencji rodu Donnersmarcków, a dziś ekskluzywnego hotelu - "Pałacu Kawalera”) na spotkanie z Sandecją zostali wpuszczeni za "friko”. Podczas kolejnych potyczek "Cidrów” przy Narutowicza, w podobnym prezentem zostaną obdarowani mieszkańcy Piekar Śląskich (12 października - Olimpia Elbląg), Miasteczka Śląskiego (29 października - Flota Świnoujście), Tarnowskich Gór (5 listopada - Dolcan Ząbki), a także Nakła Śląskiego i Orzecha (19 listopada - Bogdanka Łęczna). Darmowe wejściówki dla fanów sąsiednich miast, to myśl przewodnia akcji promocyjnej "Żółto-Czarna Okolica”, z którą radzionkowianie wystartowali właśnie dzisiaj.
- Główny arbiter dzisiejszych zawodów, Krzysztof Jakubik z Siedlec, w bieżących rozgrywkach nie miał wcześniej okazji prowadzić spotkań z udziałem Ruchu bądź Sandecji.
- Wojciech Mróz, na co dzień rezerwowy w ekipie trenera Artura Skowronka, jest jedynym spośród radzionkowskich piłkarzy, którzy w przeszłości reprezentowali barwy klubu znad Kamienicy. 24-letni wychowanek Polonii Bytom, w drugoligowej wtedy Sandecji, grał jesienią 2008 roku. Na 13 rozegranych wówczas meczów w biało-czarnej koszulce, w aż dwunastu wychodził w podstawowym składzie. W jakimś stopniu Mróz przyczynił się więc do wywalczonego przez drużynę z Nowego Sącza kilka miesięcy później, awansu na zaplecze ekstraklasy.
- Po jednej niespodziance w wyjściowych "11” zafundowali swoim kibicom szkoleniowcy obu zespołów. Trener gospodarzy znalazł miejsce w podstawowym składzie dla Jarosława Kaszowskiego, który przegrywał ostatnio rywalizację na prawej obronie z Marcinem Trzcionką. Z kolei opiekun gości posadził na ławce najlepszego - zdaniem ekspertów - piłkarza Sandecji w ostatniej ligowej konfrontacji z Olimpią Grudziądz, autora dwóch asyst w tamtym meczu, Dariusza Gawęckiego.
- Na stadionie w Bytomiu-Stroszku znów zabrakło sympatyków drużyny przyjezdnej. Gdyby policja wyraziła zgodę na przyjazd fanów z Nowego Sącza, mecz musiałby odbyć się pod szyldem imprezy niemasowej o podwyższonym ryzyku. Wówczas liczba kibiców mogących zasiąść na trybunach zostałaby "okrojona" do 200 osób.
- Krótko po pierwszym gwizdku sędziego, nad stadionem w Bytomiu-Stroszku uniosło się gromkie i głośne „Gdzie jest nasz stadion? Hej Tobor, gdzie jest nasz stadion?”. Miejscowi kibice potrzebowali niespełna 120 sekund, by po raz kolejny na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, obrzucić "błotem” burmistrza Radzionkowa, który nie ma zamiaru wywiązać się ze złożonej w czerwcu 2010 obietnicy o budowie nowego obiektu dla żółto-czarnych.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?