Mistrz jesieni nie zdołał pokonać rywala, który do Radzionkowa przyjechał na pół godziny przed rozpoczęciem gry.
Ruch Radzionków - Lechia Z.G. 0-0. Magiczny prostokąt zaczarowany dla „Cidrów”
07.11.2009
W Radzionkowie przynajmniej z dwóch powodów liczono na łatwe i przekonujące zwycięstwo. Cztery miesiące wcześniej, na inaugurację sezonu (w sobotę grano już przecież rewanż, zaczynając rundę wiosenną), Ruch bardzo pewnie wygrał w Zielonej Górze 3-0. Po drugie - goście na boisko wyszli niemal prosto z autokaru. Nie wzięli bowiem poprawki na "polskie drogi” i na ul. Narutowicza przyjechali ledwie pół godziny przed (odłożonym o 10 minut) pierwszym gwizdkiem arbitra. Miejscowi jednak - najwyraźniej marzący już o zimowym odpoczynku - w niewielkim stopniu przypominali drużynę zasługującą na tytuł mistrza jesieni.
Do „przebudzenia” potrzeba im było... „setki” stworzonej przez rywali. W 21 min Jankowski efektownie sparował na róg mierzoną „główkę” Duchnowskiego z paru metrów. Do końca tej odsłony groźnie atakowali już tylko gospodarze. - W piłce trzeba jednak trafić w ten „magiczny prostokąt” - wzdychał Rafał Górak, mając oczywiście na myśli bramkę. Jego podopiecznym nie udało się to w tej odsłonie ani razu, choć okazje mieli. Najlepszą - Sebastian Gielza w 34 minucie. Dostał świetne podanie od Piotra Gierczaka, na 3. metrze - szczupakiem - źle jednak dołożył głowę do piłki, i ta poleciała jedynie wzdłuż bramki, miast do niej. Osiem minut później Marcin Dziewulski „zabrał się” z piłką na linii środkowej i - mijając czterech rywali - zrobił wszystko tak, jak należy. Poza... strzałem. Zamiast - w sytuacji sam na sam - skierować piłkę do siatki obok Krystiana Kalinowskiego, walnął z całej siły „Panu Bogu w okno”.
Po zmianie stron uciekający czas potęgował nerwowość gospodarzy. Okazji „jeden na jeden” tym razem nie wykorzystał Marcin Kowalski. Najlepszą sytuację zmarnował jednak Adam Kompała. Precyzyjnie obsłużony przez Adriana Mielca, nie zdołał oddać celnego strzału głową z 5 metrów! - Piłka przeszła mi po czole, nie zdążyłem już jej skontrować - kajał się kapitan Ruchu. Na dodatek zakończył mecz z żółtą kartką, eliminującą go z wyjazdu do Gdyni. „Ocalał” za to Jacek Wiśniewski. On ma na koncie dopiero sześć „żółtek”, choć w sobotę zobaczył dwa i musiał przedwcześnie powędrować do szatni.
Do „przebudzenia” potrzeba im było... „setki” stworzonej przez rywali. W 21 min Jankowski efektownie sparował na róg mierzoną „główkę” Duchnowskiego z paru metrów. Do końca tej odsłony groźnie atakowali już tylko gospodarze. - W piłce trzeba jednak trafić w ten „magiczny prostokąt” - wzdychał Rafał Górak, mając oczywiście na myśli bramkę. Jego podopiecznym nie udało się to w tej odsłonie ani razu, choć okazje mieli. Najlepszą - Sebastian Gielza w 34 minucie. Dostał świetne podanie od Piotra Gierczaka, na 3. metrze - szczupakiem - źle jednak dołożył głowę do piłki, i ta poleciała jedynie wzdłuż bramki, miast do niej. Osiem minut później Marcin Dziewulski „zabrał się” z piłką na linii środkowej i - mijając czterech rywali - zrobił wszystko tak, jak należy. Poza... strzałem. Zamiast - w sytuacji sam na sam - skierować piłkę do siatki obok Krystiana Kalinowskiego, walnął z całej siły „Panu Bogu w okno”.
Po zmianie stron uciekający czas potęgował nerwowość gospodarzy. Okazji „jeden na jeden” tym razem nie wykorzystał Marcin Kowalski. Najlepszą sytuację zmarnował jednak Adam Kompała. Precyzyjnie obsłużony przez Adriana Mielca, nie zdołał oddać celnego strzału głową z 5 metrów! - Piłka przeszła mi po czole, nie zdążyłem już jej skontrować - kajał się kapitan Ruchu. Na dodatek zakończył mecz z żółtą kartką, eliminującą go z wyjazdu do Gdyni. „Ocalał” za to Jacek Wiśniewski. On ma na koncie dopiero sześć „żółtek”, choć w sobotę zobaczył dwa i musiał przedwcześnie powędrować do szatni.
Polecane
II liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?