Ruch - Olimpia 2-1. Debiutanckie gole dały "Cidrom" cenne zwycięstwo
21.04.2010
Bardzo długo kibice zgromadzeni w środowe popołudnie na stadionie przy ul. Narutowicza przecierali oczy. Trochę z nudów - bo z boiska rzeczywiście długimi momentami nudą wiało; bardziej jednak ze zdumienia. Olimpia - chyba ciut niedoceniana - spisywała się bowiem bardzo dobrze. - Grali świetną piłkę - oceniał trener Ruchu, Rafał Górak.
- Udało się nam zastopować akcje gospodarzy - podkreślał jego vis-a-vis, Marcin Kaczmarek. Nie bez racji; pod bramką gości w pierwszej połowie ani razu właściwie nie dzwoniono na alarm. Ba; tak było jeszcze przez ponad 20 minut drugiej połowy! Olimpia zaś szachowała miejscowych głównie stałymi fragmentami gry Mariusza Kryszaka. W 5 min wrzucił piłkę w "szesnastkę”, a Bartłomiej Kowalski tę wrzutkę głową zamienił na strzał w słupek. Chwilę potem Kryszak uderzał już bezpośrednio ze stojącej piłki, pomylił się o centymetry.
A trzeba jeszcze wymienić dobrą interwencję Seweryna Kiełpina po przymiarce Grzegorza Domżalskiego, czy też półwolej Piotra Ruszkula (przejął piłkę rozgrywaną przed polem karnym przez obrońców radzionkowskich), chybiony nieznacznie. - W końcu strzeliliśmy gola - rozwijał swą myśl trener Kaczmarek. My możemy dodać: "gola rzadkiej urody”. Bo też strzał Tomasza Rogóża - znów z wolnego - z 35 metrów był zaskoczeniem i dla Kiełpina (piłka poszybowała w same widły), i dla jego kolegów z pola, którzy chyba niespecjalnie przyłożyli się do ustawienia muru. - To było szczęście w nieszczęściu - zauważał już po końcowym gwizdku Tomasz Foszmańczyk, oceniając wagę gola grudziądzan.
Dopiero w tym momencie bowiem obudzili się liderzy tabeli. - Co było dalej, wszyscy widzieli - smutno zwieszał głowę opiekun gości. Wyrównał bardzo szybko Dawid Jarka, niespecjalnie czystym, za to zaskakującym dla bramkarza uderzeniem głową. Kropkę nad "i” postawił zaś - niespodziewanie dla wszystkich chyba obserwatorów na trybunach - Tomasz Foszmańczyk. I wtedy z hukiem słyszalnym na całym stadionie spadł kamień z serca trenera Rafała Góraka. - Może i remis byłby sprawiedliwszy. Ale to my wygraliśmy 2-1, i w tym momencie liczą się dla nas tylko te trzy punkty - oceniał szkoleniowiec "żółto-czarnych".
- Siła tej drużyny polega na tym, że jedni zaczynają mecz w podstawowym składzie i robią dobrą robotę, a inni wchodzą z ławki i kończą dzieło zaczęte przez kolegów - zacierał ręce autor drugiej bramki. Tak dla niego, jak i dla drugiego "dżokera”, Dawida Jarki, były to pierwsze ligowe bramki w barwach Ruchu.
- Udało się nam zastopować akcje gospodarzy - podkreślał jego vis-a-vis, Marcin Kaczmarek. Nie bez racji; pod bramką gości w pierwszej połowie ani razu właściwie nie dzwoniono na alarm. Ba; tak było jeszcze przez ponad 20 minut drugiej połowy! Olimpia zaś szachowała miejscowych głównie stałymi fragmentami gry Mariusza Kryszaka. W 5 min wrzucił piłkę w "szesnastkę”, a Bartłomiej Kowalski tę wrzutkę głową zamienił na strzał w słupek. Chwilę potem Kryszak uderzał już bezpośrednio ze stojącej piłki, pomylił się o centymetry.
A trzeba jeszcze wymienić dobrą interwencję Seweryna Kiełpina po przymiarce Grzegorza Domżalskiego, czy też półwolej Piotra Ruszkula (przejął piłkę rozgrywaną przed polem karnym przez obrońców radzionkowskich), chybiony nieznacznie. - W końcu strzeliliśmy gola - rozwijał swą myśl trener Kaczmarek. My możemy dodać: "gola rzadkiej urody”. Bo też strzał Tomasza Rogóża - znów z wolnego - z 35 metrów był zaskoczeniem i dla Kiełpina (piłka poszybowała w same widły), i dla jego kolegów z pola, którzy chyba niespecjalnie przyłożyli się do ustawienia muru. - To było szczęście w nieszczęściu - zauważał już po końcowym gwizdku Tomasz Foszmańczyk, oceniając wagę gola grudziądzan.
Dopiero w tym momencie bowiem obudzili się liderzy tabeli. - Co było dalej, wszyscy widzieli - smutno zwieszał głowę opiekun gości. Wyrównał bardzo szybko Dawid Jarka, niespecjalnie czystym, za to zaskakującym dla bramkarza uderzeniem głową. Kropkę nad "i” postawił zaś - niespodziewanie dla wszystkich chyba obserwatorów na trybunach - Tomasz Foszmańczyk. I wtedy z hukiem słyszalnym na całym stadionie spadł kamień z serca trenera Rafała Góraka. - Może i remis byłby sprawiedliwszy. Ale to my wygraliśmy 2-1, i w tym momencie liczą się dla nas tylko te trzy punkty - oceniał szkoleniowiec "żółto-czarnych".
- Siła tej drużyny polega na tym, że jedni zaczynają mecz w podstawowym składzie i robią dobrą robotę, a inni wchodzą z ławki i kończą dzieło zaczęte przez kolegów - zacierał ręce autor drugiej bramki. Tak dla niego, jak i dla drugiego "dżokera”, Dawida Jarki, były to pierwsze ligowe bramki w barwach Ruchu.
Polecane
II liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?