Ruch - ŁKS 1-0. Świątek strzelił "swoim" i lider sensacyjnie poległ

29.04.2011
ŁKS przegrał dopiero drugi mecz w sezonie. Zasłużenie. Ruch miał większą ochotę na zwycięstwo i pokazał, że forma zaprezentowana tydzień temu w Katowicach nie była jednorazowym wyskokiem.
Wydarzenie
Szalone 30 sekund Adriana Świątka. W 63. minucie walnął potężnie w światło bramki, ale Bogusław Wyparło zdołał sparować piłkę na poprzeczkę. Dosłownie chwilę później prawą stroną przedarł się Marcin Trzcionka i dograł "Świętemu" w taki sposób, że kapitalne uderzenie z powietrza w długi róg nie sprawiło ruchliwemu napastnikowi trudności.

Bohater
Łukasz Skorupski już w I połowie swymi udanymi interwencjami wpędzał w kompleksy Jakuba Koseckiego. Po zmianie stron zmienili się strzelający, zmieniła się też taktyka bramkarza. Wcześniej odbijał piłki, potem je zaczął łapać. Nie zmieniło się jedno: Skorupski był wciąż bardzo skuteczny.

Antybohater
Mariusz Mowlik - kapitan ŁKS w 79. minucie nie trafił do siatki z... dwóch metrów. W doliczonym czasie gry zaś popisał się brzydkim faulem bez piłki na Kamilu Szymurze.

Co ciekawego
- 200-osobowa grupa kibiców ŁKS-u z Łodzi stawiła się w Radzionkowie, wspierana przez 100-osobową "reprezentację" fanów zaprzyjaźnionego GKS-u Tychy. Ponad godzinę trwało jednak wpuszczanie przyjezdnych na obiekt, ze względu na wiele nieścisłości na przesłanych z Łodzi "listach obecności". Z tego powodu zorganizowany doping ze strony gości zaczął się dopiero po godzinie gry.

- Już w 32. sekundzie goście doszli do pozycji strzeleckiej! Uderzenie Jakuba Koseckiego z 14 metrów pewnie złapał jednak Łukasz Skorupski. "Kosa"-junior kilka minut później zmarnował stuprocentową okazję, źle trafiając w piłkę wyłożoną mu przez Macieja Bykowskiego. W sumie w samej tylko I połowie łodzianin na bramkę Ruchu uderzał pięciokrotnie, w tym trzy razy w jej światło.

- Wielki aplauz na stadionie wywołała "siatka", jaką w 30 minucie Damian Kaciczak założył Jakubowi Koseckiemu właśnie.

- Adrian Świątek ma patent na swych byłych kolegów z ŁKS-u. Strzelił im dwa gole w barwach Górnika Zabrze, kolejnego dołożył jako piłkarz "Cidrów". Ale że "stara miłość nie rdzewieje", po końcowym gwizdku poszedł serdecznie podziękować niedawnym partnerom z drużyny. Obecni - ci z Radzionkowa - cierpliwie poczekali nań na środku boiska z tańcem radości.
autor: Adrian Wawrzyczek

Przeczytaj również