Rekord- Clearex 7-3. Pierwszy krok bielszczan do półfinału!

31.03.2012
Jeśli każdy mecz play-offów ekstraklasy futsalu będzie tak emocjonujący - warto było je wprowadzić. Po fantastycznym spotkaniu, klasyku naszej ligi, Rekord Bielsko-Biała ograł u siebie Clearex Chorzów.
Szybko okazało się, że kluczowe dla wyniku tego spotkania będą... faule. Obie drużyny bardzo szybko zaczęły je łapać, a jak wiadomo, po piątym przewinieniu w danej połowie, każde następne skutkuje przedłużonym rzutem karnym. Doszło do tego, że już po 10 minutach obie drużyny popełniły po pięć fauli i jasne było, że w drugiej części pierwszej połowy "sypnie" strzałami z 10 metrów.

Zanim to jednak nastąpiło, bielszczanie objęli prowadzenie. Tomasz Dura strzelił z "czuba", a lecąca po ziemi piłka przeturlała się pomiędzy nogami zawodników i zaskoczyła bramkarza Tomasza Ulfika. Więcej działo się już po wspomnianej 10. minucie. Najpierw Łukasz Mentel zmarnował przedłużony rzut karny, później go wykorzystał, a oba wydarzenia przedzielił jeszcze piękny lob Jana Janovsky'ego nad bramkarzem Pawłem Pstrusińskim.  Efekt? 3-0 dla gospodarzy do przerwy. Clearex swojej szansy szukał głównie w rzutach karnych, jednak bielszczanie nagle zaczęli grać bardzo czysto, a chorzowscy zawodnicy ośmieszali się tylko symulując przewinienia jak piłkarze...

Myliłby się jednak ten, kto myślał, że Rekord gładko rozpocznie play-offy. Goście szybko pokazali charakter. 20 sekund po przerwie i już Mirosław Miozga wbił piłkę z bliska do siatki. Gospodarze wprawdzie odpowiedzieli golem Pawła Machury, jednak znów kluczowe miały się okazać przewinienia. Chorzowianie tym razem byli powściągliwi. Nie to co bielszczanie... Już po trochę ponad ośmiu minutach każdy kolejny faul zawodników Andrei Bucciola miał skutkować przedłużonym rzutem karnym.

Ten w końcu się zdarzył. Wtedy włoski szkoleniowiec zdecydował się na pokerową zagrywkę. Dobrze grającego bramkarza Krystiana Brzenka, tylko na rzut karny zastąpił Witold Zając. Wszedł jedynie po to, by obronić karnego, co uczynił, odbijając strzał Miozgi. Tyle, że przy tym nabawił się kontuzji i więcej na boisku się nie pojawił. Nie zrażeni chorzowianie odrabiali natomiast nogami Mariusza Segeta. Jego dwa trafienia z bliska - raz po rzucie wolnym, raz po dobitce - sprawiły, że wynik był "na styku". Bielszczan uratowała jednak w końcówce fantastyczna gra Tomasza Dury. Najpierw wykorzystał sytuację sam na sam, potem przedłużony rzut karny, a na cztery sekundy przed końcem trafił do pustej bramki...

Drugi mecz w tej rywalizacji odbędzie się jutro o 18:00.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również