Radzionków - Ślęza 2-1. Liderowanie zaczyna "Cidrom" ciążyć...
- Ma w sobie to, że potrafi nam wygrać mecz, ale też przegrać zremisowane spotkanie - charakteryzował swojego golkipera na pomeczowej konferencji trener gości, Jerzy Szaliński. W starciu z Ruchem sprawdziło się to drugie. Mierzący 200 cm Paukszt sprezentował gospodarzom zwycięską bramkę. I to w jaki sposób! - Już myślałem, że te dośrodkowanie jest nieudane. Chciałem zagrać na długi słupek, ale strasznie wysoko poleciała ta piłka - przyznał Adrian Mielec, który wykonywał rzut wolny z dużej odległości. O tym, że piłka wyleci "w kosmos", myślał chyba też bramkarz Ślęzy. Bo kiedy obniżyła swój lot, nieporadnie wybił ją przed siebie.
- A sam wpadł do siatki. No i jakoś tam umieściłem ją głową - cieszył się Michał Zioło, który pod nieobecność Kompały liderował dziś zespołowi z Radzionkowa. Jak bardzo nieobecność kapitana "Żółto-czarnych", a także Wiśniewskiego wpłynęła na drużynę? Pokazały chociażby ostatnie, nerwowe minuty. - Dużo niedokładnych podań, strat. Nonszalancja się wkradła. Deszcz spadł i trochę powariowaliśmy - śmiał się Mielec. Tak wesoło by nie było, gdyby Kowal, który doprowadził do wyrównania, miał więcej szczęścia w kilku innych sytuacjach.
Inna sprawa, że Gielza miał jeszcze lepsze okazje. Za pierwszym razem przebiegł z piłką dobrych kilkadziesiąt metrów i na silny strzał chyba zabrakło mu już siły. W drugiej sytuacji pudłował z 15 metrów, choć bramka była pusta! - Gdyby wykorzystywał to wszystko, miałby już króla strzelców - kiwał głową trener radzionkowian, Rafał Górak. Ze stylu gry był zadowolony połowicznie, bo broniący się przed strefą spadkową wrocławianie postawili trudne warunki. - Liderowanie zaczyna ciążyć - skwitował krótko.