Radzionków - Raków 1-1. Od wygranej dzieliła ich "mała kępka trawy"

01.05.2010
Niespodzianka w Radzionkowie! Bardzo młody zespół z Częstochowy wywalczył na terenie lidera jeden punkt. - To zupełnie inny zespół niż jesienią - chwalił rywala trener Rafał Górak.
Bardzo mieszane uczucia towarzyszyły kibicom Ruchu po końcowym gwizdku słabo sędziującego Tomasza Kwiatkowskiego. Niewiele bowiem brakowało gospodarzom, by po raz drugi w tym sezonie zeszli z boiska pokonani. Z drugiej strony - jak powiedział Rafał Górak na konferencji prasowej - "tylko mała kępka trawy dzieliła Ruch od wygranej".

- Jak widać, bilans szczęść i nieszczęść musi wyjść na zero - uśmiechał się szkoleniowiec "Cidrów", przypominając gola zdobytego w Wągrowcu w 93. minucie gry, dającego wtedy żółto-czarnym trzy punkty. Teraz - przy stanie 1-1 - w 88. minucie Dawid Jarka, obsłużony długim podaniem Adama Kompały, puścił już piłkę obok interweniującego poza polem karnym Macieja Szramowiaka. Ta toczyła się i toczyła, i toczyła... Aż wreszcie uderzyła w słupek częstochowskiej bramki.

Inna rzecz, że Raków na ten remis z liderem jak najbardziej zasłużył. Nie przypadkowo goście przyjeżdżali do Radzionkowa z bilansem pięciu z rzędu meczów bez straty gola. Młodzież spod Jasnej Góry w defensywie zorganizowana jest mądrze, a i w środku pola - głównie za sprawą Artura Lenartowskiego - nie ustępowała pola gospodarzom.

Niespodzianka stała się całkiem realna w 75. minucie, kiedy to tenże właśnie ofensywny pomocnik Rakowa huknął jak z armaty z 17. metra w samo okienko bramki Ruchu. Gospodarze w tym momencie już od 45 minut grali w dziesiątkę, bo Marcin Dziewulski najpierw faulował rywala, a kwadrans później w kółku środkowym zagrał piłkę ręką. Osłabione "Cidry" - po poukładaniu sposobu gry przez trenera w szatni - w drugiej połowie dominowały na placu gry, ale nie potrafiły zmusić do kapitulacji dobrze broniącego Szramowiaka. Częstochowianie - co zresztą zauważył po meczu prezes Krzysztof Kołaczyk - zbytnio się jednak golem Lenartowskiego (fantastyczna asysta znakomicie grającego, 18-letniego zaledwie Pawła Nocunia) rozluźnili i niemal natychmiast stracili gola.

Jacek Wiśniewski - troszkę w akcie rozpaczy - wrzucał piłkę z wolnego, obrońcy nie upilnowali Adriana Mielca, który głową odnalazł na 7. metrze Dawida Jarkę, a ten "szczupakiem" wpakował ją do siatki. W 96. minucie bohaterem mógł zostać wspomniany już Mielec, ale po jego strzale z rzutu wolnego z 18. metrów piłka poszybowała obok spojenia słupka z poprzeczką.

- Przed meczem ten punkt bralibyśmy w ciemno. Teraz naturalnie czujemy niedosyt. Zabrakło nam w końcówce trochę cwaniactwa - komentował mecz Jerzy Brzęczek, ogólnie bardzo zadowolony z występu podopiecznych. - Gratuluję Rakowowi postawy, to zupełnie inny zespół niż jesienią. Nawet i bez czerwonej kartki dla Marcina Dziewulskiego częstochowianie byli bardzo twardym przeciwnikiem - komplementował rywala Rafał Górak, który długo po meczu bardzo przeżywał jeszcze zwłaszcza jego ostatni kwadrans.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również