Radzionków - Łęczna 3-1. Ekstaza! Na boisku wylądował... granat
13.11.2010
Jeśli chodzi o mecze na własnym terenie, Ruch jest w absolutnej czołówce ligi. W Radzionkowie nikt jeszcze nie wygrał, co więcej, żółto-czarni stracili tu tylko dwie bramki. Ta pierwsza padła w meczu inauguracyjnym, ta druga - dziś. Defensywa gospodarzy stanęła w miejscu, do piłki wystartował Adrian Paluchowski i w sytuacji sam na sam nie pomylił się. - Tak to już w tych ostatnich meczach jest, że wychodzimy jacyś zdekoncentrowani. Wydawało się, że przeciwnik jest na spalonym i zawahaliśmy się - tłumaczył w imieniu wszystkich obrońców Marcin Kowalski.
- Nawet dobrze, że straciliśmy gola już w 3. minucie. Drużyna zareagowała bardzo poprawnie i szybko poukładała grę - mówił Rafał Górak. Jego zespół na wyrównanie potrzebował jednej akcji. Prawym skrzydłem pomknął Miłosz Przybecki i dograł dokładnie do Tomasza Foszmańczyka. Jego strzał Sergiusz Prusak sparował na bok, ale wobec dobitki Marcina Wachowicza był już bezradny. W pierwszej odsłonie Ruch jeszcze dwa razy nacierał groźnie skrzydłami. To był słaby punkt gości z Łęcznej. - Graliśmy bez sześciu podstawowych zawodników - rozłożył ręce szkoleniowiec gości, Mirosław Jabłoński, dodając, że było to w pełni zasłużone zwycięstwo gospodarzy.
Bo tak jak jeszcze w pierwszej połowie spotkanie było wyrównane, tak już po przerwie przewaga Ruchu nie podlegała dyskusji. Większym problemem było udokumentowanie jej golem. Po strzałach Przybeckiego piłka mijała tylko słupki. Z kolei Dawid Jarka położył już nawet na ziemię bramkarza, ale na przeszkodzie stanął obrońca ustawiony na linii. - Zaczęliśmy seryjnie nie trafiać i bałem się, że to może się tak skończyć - przyznał Górak.
Obawy okazały się niepotrzebne, bo w Radzionkowie jest ktoś taki jak Marek Suker. Górak niemal zawsze daje mu szansę jako zmiennik, a on niemal zawsze odpłaca się bramką. - Bałem się o wynik. Ale jest Suker. Suker zawsze ma pięć minut, które potrafią wprowadzić Radzionków w ekstazę - kontynuował wcześniejszą myśl trener.
Na dwóch bramkach się nie skończyło, bo Ruch po trafieniu Sukera wciąż się rozpędzał. Wyczyn Jarki skopiował Piotr Rocki, który kręcił i kręcił w polu karnym obrońcami, aż w końcu... nie trafił. Tyle że kilka sekund później cieszył się już z gola strzelonego głową po dokładnej wrzutce Tomasza Foszmańczyka.
Radość "Cidrów" też była nietypowa. Żółto-czarni zebrali się w jednym miejscu, po czym... padli na ziemię. Granat odpalił zdobywca bramki. - To była taka mała bomba. Wiadomo, o co chodzi... - rzucił Rocki. Doświadczony pomocnik ma jednak nadzieję, że to nie koniec I-ligowego Ruchu. - Bo atmosfera jest super - podkreślił. - My zrobiliśmy swoje na boisku, teraz kolej na działaczy. Oby się udało. Bo taką drużynę niełatwo jest stworzyć - podsumował Kowalski.
- Nawet dobrze, że straciliśmy gola już w 3. minucie. Drużyna zareagowała bardzo poprawnie i szybko poukładała grę - mówił Rafał Górak. Jego zespół na wyrównanie potrzebował jednej akcji. Prawym skrzydłem pomknął Miłosz Przybecki i dograł dokładnie do Tomasza Foszmańczyka. Jego strzał Sergiusz Prusak sparował na bok, ale wobec dobitki Marcina Wachowicza był już bezradny. W pierwszej odsłonie Ruch jeszcze dwa razy nacierał groźnie skrzydłami. To był słaby punkt gości z Łęcznej. - Graliśmy bez sześciu podstawowych zawodników - rozłożył ręce szkoleniowiec gości, Mirosław Jabłoński, dodając, że było to w pełni zasłużone zwycięstwo gospodarzy.
Bo tak jak jeszcze w pierwszej połowie spotkanie było wyrównane, tak już po przerwie przewaga Ruchu nie podlegała dyskusji. Większym problemem było udokumentowanie jej golem. Po strzałach Przybeckiego piłka mijała tylko słupki. Z kolei Dawid Jarka położył już nawet na ziemię bramkarza, ale na przeszkodzie stanął obrońca ustawiony na linii. - Zaczęliśmy seryjnie nie trafiać i bałem się, że to może się tak skończyć - przyznał Górak.
Obawy okazały się niepotrzebne, bo w Radzionkowie jest ktoś taki jak Marek Suker. Górak niemal zawsze daje mu szansę jako zmiennik, a on niemal zawsze odpłaca się bramką. - Bałem się o wynik. Ale jest Suker. Suker zawsze ma pięć minut, które potrafią wprowadzić Radzionków w ekstazę - kontynuował wcześniejszą myśl trener.
Na dwóch bramkach się nie skończyło, bo Ruch po trafieniu Sukera wciąż się rozpędzał. Wyczyn Jarki skopiował Piotr Rocki, który kręcił i kręcił w polu karnym obrońcami, aż w końcu... nie trafił. Tyle że kilka sekund później cieszył się już z gola strzelonego głową po dokładnej wrzutce Tomasza Foszmańczyka.
Radość "Cidrów" też była nietypowa. Żółto-czarni zebrali się w jednym miejscu, po czym... padli na ziemię. Granat odpalił zdobywca bramki. - To była taka mała bomba. Wiadomo, o co chodzi... - rzucił Rocki. Doświadczony pomocnik ma jednak nadzieję, że to nie koniec I-ligowego Ruchu. - Bo atmosfera jest super - podkreślił. - My zrobiliśmy swoje na boisku, teraz kolej na działaczy. Oby się udało. Bo taką drużynę niełatwo jest stworzyć - podsumował Kowalski.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?