Radzionków - Kolejarz 2-0. Soczysty samobój dał pierwsze zwycięstwo
21.08.2010
Nie minęła jeszcze minuta gry, gdy goście dorobili się rzutu rożnego. Zagrożenia z niego nie było, za to z kontrą wyszli gospodarze. Miłosz Przybecki pomknął lewym skrzydłem, minął bodaj trzech rywali, po czym... fatalnie wyłożył piłkę na 17. metr. Nie miała ona szans na dotarcie do nadbiegającego środkiem Dawida Jarki, ale futbolówkę w pełnym biegu uderzył obrońca Kolejarza, Witold Cichy. Piłka pomknęła w kierunku bramki gości niczym błyskawica, po czym wpadła w okienko, nie dając żadnej szansy Łukaszowi Lisakowi na interwencję.
- Jak długo byłem piłkarzem, i jak długo jestem trenerem, w życiu nie widziałem tak soczystego strzału na własną bramkę - wzdychał trener Jerzy Kowalik. Niby do śmiechu mu nie było, ale lekko przygryzał wargę, tłumiąc rozbawienie. Nie on jeden. Powagi nie był też w stanie zachować jego vis a vis. - Zdawaliśmy sobie sprawę z umiejętności technicznych rywali, których dowodem był choćby ten strzał na 1-0 - odpowiadał Rafał Górak. Bramka rzeczywiście była kuriozalna i trudno przejść nad nią do porządku dziennego. Gdyby wpadła "we właściwą stronę", mogłaby kandydować do miana "gola miesiąca”. W tym wszystkim trzeba jednak pamiętać o dramacie samego zawodnika. Wychowanek Odry Wodzisław nie chciał odpowiadać po spotkaniu na żadne pytania dziennikarzy, w milczeniu podążając do szatni.
Niespodziewane otwarcie ośmieliło gospodarzy. Dobrze rozdzielał piłki Piotr Rocki, odważnie szarżował Miłosz Przybecki. I mogło być bardzo szybko 2-0, ale... to nie był dzień Dawida Jarki. Najpierw nie sięgnął głową piłki po centrze "Rocky’ego" (brakło mu może dwóch centymetrów wzrostu), potem - po podaniu tego samego gracza z linii końcowej - skiksował fatalnie, nie trafiając w światło bramki. A w końcu, utykając, opuścił murawę.
Goście próbowali szukać swego szczęścia przede wszystkim w strzałach z dystansu. Nader często czynił to przede wszystkim Marcin Stefanik. Seweryn Kiełpin radził sobie z nimi z pewnymi kłopotami, w 61. minucie "wypluł" piłkę wprost pod nogi Bartłomieja Sochy. Najlepszy snajper Kolejarza dobijał jednak wprost w bramkarza Ruchu. - Niewiele trenował w ciągu tygodnia z powodu kontuzji - usprawiedliwiał swego podopiecznego trener Kowalik. Chwilę wcześniej żółto-czarni mieli sporo szczęścia: po uderzeniu Stefanika piłka, wychodząc na aut bramkowy, otarła się o słupek.
Wydawało się, że przez swą konsekwencję Kolejarz jednak dopnie swego i wyrówna. I wtedy... trybuny wywołały z ławki rezerwowych Marka Sukera. A temu wystarczyło 20 sekund na murawie, by rozegrać "klepkę" z Tomaszem Foszmańczykiem, a potem w sytuacji "jeden na jeden" pokonać Lisaka. W tym momencie stało się jasne, że "Cidry" wygrają pierwszy w sezonie mecz w I lidze!
- Jak długo byłem piłkarzem, i jak długo jestem trenerem, w życiu nie widziałem tak soczystego strzału na własną bramkę - wzdychał trener Jerzy Kowalik. Niby do śmiechu mu nie było, ale lekko przygryzał wargę, tłumiąc rozbawienie. Nie on jeden. Powagi nie był też w stanie zachować jego vis a vis. - Zdawaliśmy sobie sprawę z umiejętności technicznych rywali, których dowodem był choćby ten strzał na 1-0 - odpowiadał Rafał Górak. Bramka rzeczywiście była kuriozalna i trudno przejść nad nią do porządku dziennego. Gdyby wpadła "we właściwą stronę", mogłaby kandydować do miana "gola miesiąca”. W tym wszystkim trzeba jednak pamiętać o dramacie samego zawodnika. Wychowanek Odry Wodzisław nie chciał odpowiadać po spotkaniu na żadne pytania dziennikarzy, w milczeniu podążając do szatni.
Niespodziewane otwarcie ośmieliło gospodarzy. Dobrze rozdzielał piłki Piotr Rocki, odważnie szarżował Miłosz Przybecki. I mogło być bardzo szybko 2-0, ale... to nie był dzień Dawida Jarki. Najpierw nie sięgnął głową piłki po centrze "Rocky’ego" (brakło mu może dwóch centymetrów wzrostu), potem - po podaniu tego samego gracza z linii końcowej - skiksował fatalnie, nie trafiając w światło bramki. A w końcu, utykając, opuścił murawę.
Goście próbowali szukać swego szczęścia przede wszystkim w strzałach z dystansu. Nader często czynił to przede wszystkim Marcin Stefanik. Seweryn Kiełpin radził sobie z nimi z pewnymi kłopotami, w 61. minucie "wypluł" piłkę wprost pod nogi Bartłomieja Sochy. Najlepszy snajper Kolejarza dobijał jednak wprost w bramkarza Ruchu. - Niewiele trenował w ciągu tygodnia z powodu kontuzji - usprawiedliwiał swego podopiecznego trener Kowalik. Chwilę wcześniej żółto-czarni mieli sporo szczęścia: po uderzeniu Stefanika piłka, wychodząc na aut bramkowy, otarła się o słupek.
Wydawało się, że przez swą konsekwencję Kolejarz jednak dopnie swego i wyrówna. I wtedy... trybuny wywołały z ławki rezerwowych Marka Sukera. A temu wystarczyło 20 sekund na murawie, by rozegrać "klepkę" z Tomaszem Foszmańczykiem, a potem w sytuacji "jeden na jeden" pokonać Lisaka. W tym momencie stało się jasne, że "Cidry" wygrają pierwszy w sezonie mecz w I lidze!
Polecane
I liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?