Radzionków - GKP 0-0. Gwizdy, gwizdy, gwizdy. Bez celnego strzału...
12.03.2011
Fani "Cidrów" wreszcie doczekali się pierwszego meczu w rundzie wiosennej, ale mogą się czuć srodze zawiedzeni. Ruch nie potrafił poradzić sobie z zespołem, którego los wisi na włosku. GKP Gorzów Wielkopolski przeżywa ogromne problemy finansowe. W klubie nie ma prezesa, do wczoraj nie wiadomo było nawet, czy do Radzionkowa uda się dotrzeć. Piłkarze o podróży na Śląsk dowiedzieli się na godzinę przed wyjazdem.
- Postawili nam ciężkie warunki - przekonywali jednak zawodnicy Ruchu, którzy w żaden sposób nie potrafili przedrzeć się pod bramkę gorzowian. Mnożyły się kiksy, niecelne podania, brakowało zrozumienia. Bliżsi objęcia prowadzenia byli nawet goście, którzy częściej próbowali strzelać. Gdyby Maciej Górski lepiej opanował piłkę, pewnie skończyłoby się to bramką. Popisał się jednak wypożyczony do Radzionkowa z Zabrza Łukasz Skorupski, ofiarnie rzucając się pod nogi przeciwnikowi.
Andrzej Orzeszek, dyrektor sportowy Górnika, który obserwował spotkanie, wiele na temat jego formy się jednak nie dowiedział, bo też goście, jeśli strzelali, to zazwyczaj niecelnie. Mocno średni debiut zaliczył inny wypożyczony z Zabrza piłkarz, Vladimir Balat. Zresztą, cała druga linia "Cidrów" wyglądała niemrawo. - Pod bramką Gorzów zagęścił i bardzo się cofnął. Ciężko było cokolwiek rozegrać z przodu - wzdychał Tomasz Foszmańczyk, bijąc się w pierś za kilka nieudanych zagrań.
Najlepsze wrażenie z nowych zawodników Ruchu sprawił chyba Adrian Świątek, który choć nie miał wielu sytuacji, przy odrobienie szczęścia mógł zdobyć zwycięską bramkę. "Święty" w samej końcówce spotkania kapitalnie wymienił piłkę z "Fosą", już w polu karnym nadział się jednak na obrońcę gorzowian. - Piłka mi odskoczyła na tej nierównej murawie. Nie mogłem dobrze uderzyć - rozkładał ręce trzeci z wypożyczonych z Górnika do Ruchu zawodnik.
- Zdobyliśmy punkt, nie straciliśmy bramki. Dalej jesteśmy twierdzą - pocieszał Foszmańczyk, nowy kapitan zespołu. A kibice gospodarzy, którzy już w trakcie spotkania tracili cierpliwość i częściej gwizdali niż śpiewali, nie zamierzali po ostatnim gwizdku dziękować swojej drużynie.
- Postawili nam ciężkie warunki - przekonywali jednak zawodnicy Ruchu, którzy w żaden sposób nie potrafili przedrzeć się pod bramkę gorzowian. Mnożyły się kiksy, niecelne podania, brakowało zrozumienia. Bliżsi objęcia prowadzenia byli nawet goście, którzy częściej próbowali strzelać. Gdyby Maciej Górski lepiej opanował piłkę, pewnie skończyłoby się to bramką. Popisał się jednak wypożyczony do Radzionkowa z Zabrza Łukasz Skorupski, ofiarnie rzucając się pod nogi przeciwnikowi.
Andrzej Orzeszek, dyrektor sportowy Górnika, który obserwował spotkanie, wiele na temat jego formy się jednak nie dowiedział, bo też goście, jeśli strzelali, to zazwyczaj niecelnie. Mocno średni debiut zaliczył inny wypożyczony z Zabrza piłkarz, Vladimir Balat. Zresztą, cała druga linia "Cidrów" wyglądała niemrawo. - Pod bramką Gorzów zagęścił i bardzo się cofnął. Ciężko było cokolwiek rozegrać z przodu - wzdychał Tomasz Foszmańczyk, bijąc się w pierś za kilka nieudanych zagrań.
Najlepsze wrażenie z nowych zawodników Ruchu sprawił chyba Adrian Świątek, który choć nie miał wielu sytuacji, przy odrobienie szczęścia mógł zdobyć zwycięską bramkę. "Święty" w samej końcówce spotkania kapitalnie wymienił piłkę z "Fosą", już w polu karnym nadział się jednak na obrońcę gorzowian. - Piłka mi odskoczyła na tej nierównej murawie. Nie mogłem dobrze uderzyć - rozkładał ręce trzeci z wypożyczonych z Górnika do Ruchu zawodnik.
- Zdobyliśmy punkt, nie straciliśmy bramki. Dalej jesteśmy twierdzą - pocieszał Foszmańczyk, nowy kapitan zespołu. A kibice gospodarzy, którzy już w trakcie spotkania tracili cierpliwość i częściej gwizdali niż śpiewali, nie zamierzali po ostatnim gwizdku dziękować swojej drużynie.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?