Radzionków - Bałtyk 1-0. Gdynianom zabrakło argumentów na "Cidry"
01.08.2009
Jak na II-ligowe warunki, mieliśmy do czynienia z naprawdę dobrym widowiskiem - podkreślał po końcowym gwizdku opiekun gości, Piotr Rzepka. Nie do końca oczywiście usatysfakcjonowany był końcowym wynikiem, ale już gry zaprezentowanej przez swych podopiecznych wstydzić się nie musiał ani trochę. Gdynianie potwierdzili w Radzionkowie, że nieprzypadkowo wymienia się ich między kandydatami do awansu. Choć są przecież - jak gospodarze - tylko II-ligowym beniaminkiem...
Mecz był szybki i pełen efektownych zagrań zwłaszcza w pierwszej połowie. Przyjezdni podjęli rękawice, czego dowodem była choćby ich zdecydowana przewaga w rzutach rożnych (6-2). Wiele z tych stałych fragmentów gry niosło ze sobą zagrożenie, a przynajmniej - doprowadzało do sporego "fermentu” w szesnastce Ruchu. W 9 minucie na przykład - po jednej z "rożnych” centr - obrońcy gospodarzy wybili piłkę zbyt krótko, dając Wojciechowi Pięcie możliwość posłania z woleja potężnej bomby. Na szczęście dla żółto-czarnych - w środek ich bramki, dzięki czemu Seweryn Kiełpin, broniący efektownie i efektywnie, zdołał piłkę wypiąstkować.
Radzionkowianie tych okazji - bez potrzeby "odwoływania się” do rzutów rożnych - stworzyli dużo więcej. Po niespełna 45 sekundach gry Michała Chamerę zatrudnił na przykład Sebastian Gielza, w 6 min golkiper Bałtyku wygrał potyczkę "jeden na jeden” z Adamem Kompałą. Co się odwlecze... W 28 minucie Piotr Gierczak przymierzył z 18 metrów równie mocno, jak wspomniany Pięta, za to dużo precyzyjniej - w samo okienko gdyńskiej bramki. Jak się później okazało, było to trafienie na wagę trzech punktów. Po zmianie stron świetnych okazji gospodarzom też nie brakowało. Z bliska strzelał raz jeszcze Gierczak, zza pola karnego - Piotr Mazur, a Michał Zioło to nawet... z linii środkowej. Nic jednak do bramki Chamery już nie wpadło. Bałtyk - przez pół godziny drugiej odsłony skoncentrowany na obronie - w samej końcówce meczu napędził Ruchowi nieco strachu. Defensywa miejscowych nie zachwiała się jednak ani razu.
Bałtyk Gdynia potwierdził, że słusznie postrzegany jest jako jeden z kandydatów do awansu. Ale na radzionkowian argumentów piłkarskich mu nie starczyło.
Mecz był szybki i pełen efektownych zagrań zwłaszcza w pierwszej połowie. Przyjezdni podjęli rękawice, czego dowodem była choćby ich zdecydowana przewaga w rzutach rożnych (6-2). Wiele z tych stałych fragmentów gry niosło ze sobą zagrożenie, a przynajmniej - doprowadzało do sporego "fermentu” w szesnastce Ruchu. W 9 minucie na przykład - po jednej z "rożnych” centr - obrońcy gospodarzy wybili piłkę zbyt krótko, dając Wojciechowi Pięcie możliwość posłania z woleja potężnej bomby. Na szczęście dla żółto-czarnych - w środek ich bramki, dzięki czemu Seweryn Kiełpin, broniący efektownie i efektywnie, zdołał piłkę wypiąstkować.
Radzionkowianie tych okazji - bez potrzeby "odwoływania się” do rzutów rożnych - stworzyli dużo więcej. Po niespełna 45 sekundach gry Michała Chamerę zatrudnił na przykład Sebastian Gielza, w 6 min golkiper Bałtyku wygrał potyczkę "jeden na jeden” z Adamem Kompałą. Co się odwlecze... W 28 minucie Piotr Gierczak przymierzył z 18 metrów równie mocno, jak wspomniany Pięta, za to dużo precyzyjniej - w samo okienko gdyńskiej bramki. Jak się później okazało, było to trafienie na wagę trzech punktów. Po zmianie stron świetnych okazji gospodarzom też nie brakowało. Z bliska strzelał raz jeszcze Gierczak, zza pola karnego - Piotr Mazur, a Michał Zioło to nawet... z linii środkowej. Nic jednak do bramki Chamery już nie wpadło. Bałtyk - przez pół godziny drugiej odsłony skoncentrowany na obronie - w samej końcówce meczu napędził Ruchowi nieco strachu. Defensywa miejscowych nie zachwiała się jednak ani razu.
Bałtyk Gdynia potwierdził, że słusznie postrzegany jest jako jeden z kandydatów do awansu. Ale na radzionkowian argumentów piłkarskich mu nie starczyło.
Polecane
II liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?