Prezes "Cidrów nie wyklucza przeniesienia klubu do innego miasta
12.09.2011
Czy miejsce piłki w Radzionkowie istotnie jest w III lidze?
Tomasz Baran (prezes Ruchu): - Wiem, że powiedział tak burmistrz. Cóż, skoro stwierdził, że jego możliwości się kończą, by pomagać nam w takim stopniu, jak dotychczas, to mamy jako zarząd klubu bardzo trudne zadanie przed sobą. Nie ukrywam, że miasto jest naszym głównym sponsorem. Teraz dowiadujemy się, że magistrat nie ma tylu środków, ile dotąd mógł przeznaczać na Ruch. Do grudnia budżet mamy zapięty w pewnych ramach. Co będzie dalej? Jeszcze nie wiem. Musimy się zastanowić. Chcieliśmy grać, jak najwyżej, by promować młodych zawodników i być wizytówką Radzionkowa. Jeśli zabraknie podstawowego źródła utrzymania, to trudno będzie utrzymać ten poziom.
Wytłumaczono wam, dlaczego miasto zamierza "przykręcić kurek"?
- Z tego, co mi wiadomo, chodzi o podwyżki dla nauczycieli i utrzymanie przedszkoli w Radzionkowie. Nie znam się jednak dokładnie na meandrach miejskiego budżetu.
Dotąd - zdaniem burmistrza - otrzymywaliście 650 tysięcy złotych w formie nagrody za promocję i stypendiów. Do tego dochodziło 1,2 mln złotych tytułem administrowania miejskiego targowiska. To spore środki...
- Pan Gabriel Tobor trochę rozminął się z prawdą w przypadku tej ostatniej kwoty. Nie chcę mówić, ile dokładnie ona wynosi, lecz na pewno ta podana jest mocno zawyżona. 75-80 procent dochodów z targowiska oddajemy bowiem miastu. I z tych środków ratusz funduje naszym zawodnikom stypendia. Łącznie kwota, którą nas wspiera miasto, mieści się w kwocie 900 tysięcy złotych w skali roku. Ma tu na myśli promocję, stypendia i wpływ z targowiska.
A ile zatem wynosi budżet klubu?
- Półtora miliona złotych. Klecimy to jakoś, choć zawodnicy grają za takie pieniądze, jak mało kto w I lidze. Dlatego stawiamy na młodzież, bo dla tych chłopców liczy się rozwój. Wyniki są na razie naprawdę niezłe. Ale na dłuższą metę będzie o to trudno. Ciągle ktoś robi nam pod górkę. Przyjeżdża policja, inspektor budowlany... Zamykają stadion. Radzionków nie może pomóc, bo tłumaczy, że obiekt jest na terenie Bytomia. Bytom nie pomoże, bo ma Polonię. Coraz więcej nerwów, a pieniądze proporcjonalnie mniejsze.
Przeżyjecie bez wsparcia finansowego miasta?
- Możemy sobie "żyły wypruć", ale bez stadionu, bez umowy z telewizją, bez sponsora tytularnego ligi nie ma o czym gadać. Kiedyś wpompowałem w klub spore środki. Teraz stoję pod ścianą, więc trudno mi pomagać w takim stopniu. A drugiego takiego człowieka trudno będzie znaleźć.
Oszacował pan, ile pieniędzy "wpompował" w Ruch?
- Są to spore pieniądze. Pieniądze, które są nie do odzyskania.

Co z powołaniem spółki?
- Rozmowy z potencjalnymi udziałowcami się przeciągają. Musimy jednak w najbliższym czasie się spotkać i ustalić coś konkretnego. Bo bez założenia spółki ten klub się rozsypie. A teraz właśnie to spędza mi sen z powiek. Nie chcę stracić czegoś, na co tak ciężko pracowaliśmy.
Burmistrz nie ukrywa, że stadionu nie zbuduje. Stracił pan wiarę, że ten obiekt powstanie?
- Stadion to najważniejszy temat. My teraz nie mamy gdzie grać, bo obiekt przy Narutowicza jest póki co zamknięty przez powiatowego inspektora budowlanego. Wiara, że stadion powstanie, jeszcze się tli, bo są firmy skłonne wyłożyć pieniądze na taką inwestycję.
Gdzie zatem tkwi problem?
- Musi być dobra wola całej społeczności, całego środowiska, a nie tylko 3-4 zapaleńców. Rozmowy w temacie stadionu trwają zdecydowanie zbyt długo. Gmina musi dać "zielone światło", lecz ona chce rozmawiać ze spółką. Dlatego tak mi zależy, by podjąć w najbliższym czasie konkretne decyzje odnośnie założenia spółki. Niech każdy się określi, czy do niej wchodzi, czy nie. Potrzeba kilku, ale za to solidnych udziałowców, którzy pójdą w tym samym kierunku.
Jeśli Radzionkowa nie stać na I ligę, to może otrzymał pan propozycję przeniesienia klubu do innego miasta?
- Na razie takiego telefonu nie odebrałem, ale przyznam, że takie myśli zaczynają mi po głowie krążyć.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Tomasz Baran (prezes Ruchu): - Wiem, że powiedział tak burmistrz. Cóż, skoro stwierdził, że jego możliwości się kończą, by pomagać nam w takim stopniu, jak dotychczas, to mamy jako zarząd klubu bardzo trudne zadanie przed sobą. Nie ukrywam, że miasto jest naszym głównym sponsorem. Teraz dowiadujemy się, że magistrat nie ma tylu środków, ile dotąd mógł przeznaczać na Ruch. Do grudnia budżet mamy zapięty w pewnych ramach. Co będzie dalej? Jeszcze nie wiem. Musimy się zastanowić. Chcieliśmy grać, jak najwyżej, by promować młodych zawodników i być wizytówką Radzionkowa. Jeśli zabraknie podstawowego źródła utrzymania, to trudno będzie utrzymać ten poziom.
Wytłumaczono wam, dlaczego miasto zamierza "przykręcić kurek"?
- Z tego, co mi wiadomo, chodzi o podwyżki dla nauczycieli i utrzymanie przedszkoli w Radzionkowie. Nie znam się jednak dokładnie na meandrach miejskiego budżetu.
Dotąd - zdaniem burmistrza - otrzymywaliście 650 tysięcy złotych w formie nagrody za promocję i stypendiów. Do tego dochodziło 1,2 mln złotych tytułem administrowania miejskiego targowiska. To spore środki...
- Pan Gabriel Tobor trochę rozminął się z prawdą w przypadku tej ostatniej kwoty. Nie chcę mówić, ile dokładnie ona wynosi, lecz na pewno ta podana jest mocno zawyżona. 75-80 procent dochodów z targowiska oddajemy bowiem miastu. I z tych środków ratusz funduje naszym zawodnikom stypendia. Łącznie kwota, którą nas wspiera miasto, mieści się w kwocie 900 tysięcy złotych w skali roku. Ma tu na myśli promocję, stypendia i wpływ z targowiska.
A ile zatem wynosi budżet klubu?
- Półtora miliona złotych. Klecimy to jakoś, choć zawodnicy grają za takie pieniądze, jak mało kto w I lidze. Dlatego stawiamy na młodzież, bo dla tych chłopców liczy się rozwój. Wyniki są na razie naprawdę niezłe. Ale na dłuższą metę będzie o to trudno. Ciągle ktoś robi nam pod górkę. Przyjeżdża policja, inspektor budowlany... Zamykają stadion. Radzionków nie może pomóc, bo tłumaczy, że obiekt jest na terenie Bytomia. Bytom nie pomoże, bo ma Polonię. Coraz więcej nerwów, a pieniądze proporcjonalnie mniejsze.
Przeżyjecie bez wsparcia finansowego miasta?
- Możemy sobie "żyły wypruć", ale bez stadionu, bez umowy z telewizją, bez sponsora tytularnego ligi nie ma o czym gadać. Kiedyś wpompowałem w klub spore środki. Teraz stoję pod ścianą, więc trudno mi pomagać w takim stopniu. A drugiego takiego człowieka trudno będzie znaleźć.
Oszacował pan, ile pieniędzy "wpompował" w Ruch?
- Są to spore pieniądze. Pieniądze, które są nie do odzyskania.
Co z powołaniem spółki?
- Rozmowy z potencjalnymi udziałowcami się przeciągają. Musimy jednak w najbliższym czasie się spotkać i ustalić coś konkretnego. Bo bez założenia spółki ten klub się rozsypie. A teraz właśnie to spędza mi sen z powiek. Nie chcę stracić czegoś, na co tak ciężko pracowaliśmy.
Burmistrz nie ukrywa, że stadionu nie zbuduje. Stracił pan wiarę, że ten obiekt powstanie?
- Stadion to najważniejszy temat. My teraz nie mamy gdzie grać, bo obiekt przy Narutowicza jest póki co zamknięty przez powiatowego inspektora budowlanego. Wiara, że stadion powstanie, jeszcze się tli, bo są firmy skłonne wyłożyć pieniądze na taką inwestycję.
Gdzie zatem tkwi problem?
- Musi być dobra wola całej społeczności, całego środowiska, a nie tylko 3-4 zapaleńców. Rozmowy w temacie stadionu trwają zdecydowanie zbyt długo. Gmina musi dać "zielone światło", lecz ona chce rozmawiać ze spółką. Dlatego tak mi zależy, by podjąć w najbliższym czasie konkretne decyzje odnośnie założenia spółki. Niech każdy się określi, czy do niej wchodzi, czy nie. Potrzeba kilku, ale za to solidnych udziałowców, którzy pójdą w tym samym kierunku.
Jeśli Radzionkowa nie stać na I ligę, to może otrzymał pan propozycję przeniesienia klubu do innego miasta?
- Na razie takiego telefonu nie odebrałem, ale przyznam, że takie myśli zaczynają mi po głowie krążyć.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Polecane
I liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?