Posadził na ławce rezerwowego bramkarza Polonii Bytom

13.11.2009
- Rywalizację o miejsce w bramce na wiosnę zaczynamy praktycznie od początku - cieszy się Jacek Jankowski, który dołożył swoją cegiełkę do ostatniego zwycięstwa w Gdyni.
- Może nie jak po awansie, ale miło było i wesoło - uśmiecha się Jankowski, zapytany o podróż powrotną z Pomorza, gdzie "Cidry" ograły Bałtyk 2-1. Dzięki zwycięstwu on i jego koledzy na rywali spoglądać będą z góry co najmniej do pierwszego wiosennego pojedynku. I pomyśleć, że jeszcze cztery dni wcześniej wszyscy w Radzionkowie mieli opuszczone głowy.

Minorowe nastroje wywołała nieoczekiwana strata punktów z Lechią Zielona Góra. To był drugi remis z rzędu i wydawało się, że Ruch w końcu zostanie wyprzedzony przez któregoś z uczestników grupy pościgowej. Szczęśliwy los jednak chciał, że i Zawisza Bydgoszcz, i GKS Tychy, wręcz solidarnie, punkty oddawały. - Z tym, że przed wyjazdem do Gdyni, już naprawdę nie liczyliśmy na straty rywali. Patrzyliśmy tylko na siebie - mówi Jankowski. I zadziałało.

Choć oczywiście nie obeszło się bez pomocy szczęścia. Trzy punkty z Bałtykiem dał gol Marka Sukera w 90. minucie! - Sytuacja była podobna do tej z Legnicy, gdzie też po stałym fragmencie gry straciliśmy bramkę. W Gdyni nie było jednak żadnego wybijania piłki do przodu, żeby tylko jak najszybciej znaleźć się w polu karnym przeciwnika. Graliśmy po ziemi i to przyniosło efekt - bramkarz analizuje ostatnie sekundy spotkania. A jeśli już o Jankowskim mowa...

Końcówka rundy okazała się dlań - całkiem nieoczekiwanie - bardzo radosna. Do podstawowego składu załapał się dopiero na dwa ostatnie mecze, ale wypadł w nich tak korzystnie, że... - Rywalizację (z Sewerynem Kiełpinem) o miejsce w bramce na wiosnę zaczynamy praktycznie od początku - cieszy się 25-latek.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również