Pomocnik Radzionkowa: Jak trener pozwoli, to postawię po piwie

03.05.2010
- Nie potrafię sobie bowiem wyobrazić, że zrobiłem coś takiego - tak swoją czerwoną kartkę w meczu z Rakowem Częstochowa skomentował Marcin Dziewulski, gracz Ruchu Radzionków.
Kiedy w 15. minucie sobotniego spotkania Ruchu z Rakowem Częstochowa żółtą kartkę ujrzał zawodnik gospodarzy, Marcin Dziewulski, nikt na stadionie lidera nie przypuszczał chyba, że to początek kłopotów tej drużyny. Kwadrans później defensywny pomocnik żółto-czarnych instynktownie starał się zatrzymać rozwijającą się w środku pola akcję gości.

- Ręka? Nie wiem. Naprawdę. Muszę to zobaczyć na wideo. Nie potrafię sobie bowiem wyobrazić, że zrobiłem coś takiego... - wzdychał po końcowym gwizdku. Arbiter Tomasz Kwiatkowski wątpliwości jednak nie miał: to było nieprzepisowe zagranie. "Dziewul" obejrzał drugą żółtą kartkę. Ruch musiał sobie od tej pory radzić w dziesiątkę.

Paradoksalnie, szło mu lepiej, niż w trakcie gry "jedenastu na jedenastu". Udało się jednak uratować jedynie punkcik. - Ale i tak po którymś z treningów - jak trener pozwoli - muszę chłopakom postawić po piwie za to, że naraziłem ich na dodatkowy wysiłek - komentował dalszy przebieg gry pomocnik gospodarzy. - Do końca walczyli ambitnie i połowicznie uratowali dla mnie ten mecz - dodawał.

Najważniejsza dla "Dziewula” wiadomość brzmi jednak następująco: ma w tej chwili na koncie sześć żółtych kartek. Jeśli 12 maja chce zagrać przeciwko Zawiszy (10 kwietnia, z powodu czterech upomnień, miał w Bydgoszczy pauzować; mecz jednak odwołano w obliczu tragedii smoleńskiej), nie może narazić się na sędziowskie upomnienie w najbliższą sobotę, w konfrontacji z GKS-em w Tychach.
autor: SportSlaski.pl

Przeczytaj również