Piotr Rocki: Serce się raduje, gdy praca przynosi smakowite owoce

19.09.2011
- Szkoda, że nie mogłem pomóc kolegom w pokonaniu Warty. Z przyjemnością pobiegałbym sobie za takim „Rejsikiem” - powiedział największy nieobecny wczorajszej potyczki w Radzionkowie, Piotr Rocki.
W środowym meczu w Szczecinie weteran "Cidrów" otrzymał już czwartą w tych rozgrywkach żółtą kartkę i w niedzielę przy Narutowicza mógł zasiąść jedynie w charakterze widza. - W poprzednim sezonie, gdy przegraliśmy w Radzionkowie z poznaniakami 0-1, też nie mogłem wystąpić. Cóż... widocznie spotkania z tym rywalem na własnych "śmieciach" nie są mi pisane  - dodał 37-letni pomocnik.

Były gracz m.in. Górnika Zabrze, Podbeskidzia Bielsko-Biała i Odry Wodzisław pochwalił swoich kolegów za postawę we wczorajszym meczu. - Chcąc walczyć o coś więcej, niż tylko dojne rejony tabeli, Ruch musi dysponować szeroką i przede wszystkim wyrównaną kadrą. W każdym normalnym klubie jest tak, że, gdy z powodu kartek, bądź kontuzji, wypada podstawowy zawodnik, jego zmiennik haruje przez 90 minut, by udowodnić trenerowi, że to właśnie jemu należy się miejsce w wyjściowej „11”. Cieszę się, że u nas jest podobnie. Nie zagrałem, ale godnie zastąpili mnie inni – cieszył się „Rocky”, którego opaskę kapitańską przejął Paweł Giel.

 - Przed meczem udzieliłem mu kilku cennych instrukcji. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że słowa te nie poszły w las. Paweł rządził w środku pola, trzymał wszystko w ryzach. Zaprezentował się jak na kapitana z krwi i kości przystało, czyli po profesorsku - chwalił kolegę z szatni wychowanek warszawskiej Polonii, która już w środę zawita na obiekt w Bytomiu-Stroszku. - Puchar Polski rządzi się swoimi prawami. Liczymy, że uda nam się sprawić niespodziankę i wyeliminować "Czarne Koszule" z dalszych gier - przyznaje z optymizmem Rocki.

Autor dwóch trafień dla radzionkowian w bieżących rozgrywkach zaplecza ekstraklasy odniósł się także do nudnej dla obserwatorów pierwszej odsłony niedzielnego starcia. - Myślę, że duży wpływ na taką postawę obu zespołów w pierwszych 45 minutach, miała pogoda. Mocno grzejące w porze rozpoczęcia meczu słoneczko wyraźnie dawało się chłopakom we znaki - stwierdził.

- Swoje zrobiło też zestawienie personalne naszych rywali. Trener  Artur Płatek nieco nas zaskoczył, posyłając w bój dosyć „dziwną” jedenastkę. Na szczęście w drugiej połowie, gdy przeciwnik został już przez nas dobrze rozpoznany, udało nam się złapać właściwy rytm i zdominować „Warciarzy”. Goście gaśli w oczach z każdą minutą. Warto również zwrócić uwagę na okoliczności w jakich strzelaliśmy gole. Bramki zdobywane po stałych fragmentach powoli stają się naszym znakiem firmowym. Przypadek? Nic z tych rzeczy! Doskonaleniu tego elementu piłkarskiego rzemiosła poświęcamy na treningach naprawdę mnóstwo czasu. Serce się raduje, gdy człowiek widzi, że ciężka praca przynosi smakowite owoce - zakończył Piotr Rocki.
autor: Tomasz Majka

Przeczytaj również