Piotr Giel: Trampkarz zachowałby się lepiej ode mnie

02.10.2011
Po raz drugi w ostatnich dwóch tygodniach, rozczarowaniem meczu z udziałem "Cidrów” uznaliśmy Piotra Giela. W spotkaniu z Sandecją młody napastnik Ruchu zmarnował dwie wyborne okazje strzeleckie.
Miejscowych kibiców zirytowało zwłaszcza pierwsze niepowodzenie wychowanka Zantki Chorzów, gdy pięć minut przed końcem pierwszej połowy, 22-latek, mając przed sobą zupełnie pustą bramkę nowosądeczan, zdecydował się na odegranie piłki do Michała Maka.

- Wydawało mi się, że "Maczek” jest lepiej ustawiony. Czas jednak pokazał, że podjąłem fatalną decyzję. Strzał Michała został zablokowany, a na mnie spadła lawina krytyki. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Niewątpliwie zabrakło mi w tamtej sytuacji boiskowego egoizmu - przyznał Giel.

- Szkoda również tej drugiej zmarnowanej szansy. Na tablicy wyników widniał już wtedy remis, więc moje uderzenie mogło przesądzić o losach meczu. Zabrakło raptem kilku centymetrów... To "pudło” też jednak muszę wziąć na "klatę”. Miałem znakomite warunki do skutecznego wykończenia akcji. Znów stałem sam przed bramkarzem. Prawie jak przy rzucie karnym – mnóstwo miejsca, dużo czasu, żadnego rywala na plecach... Czegoż chcieć więcej? - pytał retorycznie załamany napastnik radzionkowian.

Kilka minut po tej feralnej sytuacji, szkoleniowiec Ruchu, Artur Skowronek, zdjął Giela z boiska, zastępując go Damianem Michalikiem. - Nie mam żadnych pretensji do trenera, miał prawo podjąć taką decyzję. Inna sprawa, że sam byłem na siebie nieźle wkurzony. Myślę, że trampkarz zachowałby się dziś lepiej ode mnie. Dochodząc do takich okazji, muszę je zamieniać na gole. Koniec kropka.

Pomijając osobę antybohatera wczorajszego spotkania, trudno oprzeć się wrażeniu, że problem niedostatecznej skuteczności pod bramką przeciwnika dotyczy również innych radzionkowskich piłkarzy. Mecz przeciwko Sandecji jak żywo przypominał niedawną batalię z gliwickim Piastem - "Cidry” absolutnie zdominowały drugie trzy kwadranse, stworzyły sobie mnóstwo sytuacji do zdobycia gola, ale do pełni szczęścia znów zabrakło odpowiedniego wykończenia. Może przydałby się jakiś dodatkowy trening strzelecki?

- Nie sądzę. My naprawdę bardzo często trenujemy ten niesamowicie ważny element piłkarskiego rzemiosła, jakim jest precyzyjne finalizowanie akcji. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że na treningach, zarówno ja, Damian, Marcin Krzywicki czy Szymek Skrzypczak, nie mamy większych problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Przychodzi mecz i nie jest już tak różowo, szczególnie w moim przypadku... - zakończył Giel, który na ligowy "skalp” czeka już ponad dwanaście miesięcy. Ostatni raz na listę strzelców wpisał się w 11 września 2010 w Wodzisławiu Śląskim, w wygranym przez Ruch 2:1 spotkaniu z tamtejszą Odrą.
autor: Tomasz Majka

Przeczytaj również