Piłkarze Radzionkowa znów obrażani przez swych kibiców (?)

22.05.2011
- Mamy zadanie: zdobyć jeszcze parę punktów i zagwarantować sobie utrzymanie. Przed jego wykonaniem nie zrezygnuję ze swej pracy - zapowiedział trener Artur Skowronek.
To niedobry zwyczaj na radzionkowskim stadionie. W sektorach pod trybuną VIP zasiadają kibice raczej starszego pokolenia, pamiętający jeszcze ekstraklasowe występy Ruchu. I po każdym słabszym występie żółto-czarnych - tak było nawet w III i II lidze, gdzie radzionkowianie wygrywali większość meczów - obrzucają piłkarzy gospodarzy mało wybrednymi epitetami.

 Tak było i w sobotę, po porażce ich drużyny z Dolcanem Ząbki 0-1. Faktem jest, że radzionkowianie nie przełamali fatalnej passy meczów bez gola i zwycięstwa, a o "braku iskry" w grze mówił nawet prezes Tomasz Baran, zdruzgotany kolejną przegraną. Tym niemniej forma wyrażania żalu przez obecnych na stadionie sympatyków była mocno kontrowersyjna.

 - Biorę te wszystkie epitety na siebie - podkreślał na konferencji prasowej trener Artur Skowronek. Przyznawał, że tym razem "nie wypalił" jego pomysł na ten mecz. Liczył bardzo na akcje oskrzydlające bocznych obrońców (tylko Andrzej Niewulis do pewnego momentu stosował się do tego planu), i na zmysł gry kombinacyjnej braci Mateusza i Michała Maków. - Ale tym razem zwyczajnie ulegli sile fizycznej rywali - dodawał Skowronek, mający na myśli przewagę wzrostu i masy rosłych obrońców Dolcanu.

 Właśnie z tych powodów zdecydował się już w przerwie zdjąć bliźniaków z boiska, zastępując ich Dawidem Jarką i Adrianem Świątkiem. Ale i ta roszada zmiany wyniku nie przyniosła. - Mogę zrozumieć rozgoryczenie kibiców, ale też mało który z nich wie, w jakich warunkach pracujemy. Mamy zadanie do wykonania: musimy zdobyć jeszcze punkty, by zagwarantować sobie utrzymanie. Chcemy zrobić swoje bez względu na to, co się dzieje w klubie. Wierzę, że się podniesiemy. A ja ze swej pracy przed wykonaniem tego zadania nie zrezygnuję - tak na wspomniane kibicowskie epitety odpowiedział szkoleniowec Ruchu.
autor: SportSlaski.pl

Przeczytaj również