Piłkarze Arki: Boisko w Radzionkowie było fatalne

08.04.2012
"Cidry" przegrały wczoraj drugi mecz z rzędu. Trzy punkty z Radzionkowa wywiozła Arka. Piłkarze gości podkreślali, że bardzo trudno się im grało. Wpływ na to miało zaangażowanie Ruchu i... fatalna murawa.
- Boisko było dramatyczne, na dodatek cały czas padał deszcz i dlatego momentami ten mecz robił się dla nas bardzo ciężki. Radzionków grał u siebie, więc nie ma się co dziwić, że za wszelką cenę dążył do odrobienia strat - mówi piłkarz Arki Gdynia, Marcin Bochenek.

Podopieczni Petra Nemeca zdobyli trzy bramki, o jedną więcej od od zespołu Artura Skowronka. - Zagraliśmy przede wszystkim bardzo konsekwentnie. Zdobyliśmy szybko dwie bramki, które ustawiły to spotkanie. Niestety później straciliśmy bramkę znów po stałym fragmencie gry, co jest naszą bolączką w ostatnim czasie. Na szczęście po przerwie nasza taktyka przyniosła powodzenie, bo jedna z kontr dała nam trzeciego gola. To prawda, że Ruch przeważał, a my skoncentrowaliśmy się na obronie, ale nie stwarzał jakiś bardzo klarownych sytuacji. Zwłaszcza w drugiej połowie broniliśmy się bardzo mądrze, nie atakowaliśmy za wszelką cenę, staraliśmy się grać bardzo rozważnie i to nam się udało. Ostatnie pół godziny to już była typowa walka, bo boisko było naprawdę fatalne - dodaje kolega Bochenka, Radosław Pruchnik.

- To będą dla nas wszystkich radosne Święta! - cieszy się Piotr Tomasik. I ma z czego, bo Arka goni czołówkę. Do prowadzącej dwójki traci już tylko pięć "oczek".
źródło: SportSlaski.pl/arka.gdynia.pl

Przeczytaj również