Piłkarz Ruchu Radzionków obniżył loty, bo... urodziło mu się dziecko

22.09.2009
Skleroza ponoć nie boli. - Zapomniałem powiedzieć o dedykacji zaraz po meczu, więc napiszcie to teraz, ok? - zagaduje Adrian Mielec, główny snajper Radzionkowa w meczu z Rakowem.
- Muszę przypomnieć trenerowi zasadę, że zwycięskiego składu się nie zmienia - śmieje się bohater meczu w Częstochowie. 25-latek tryska humorem, bo jego dwie bramki nie dość, że zapewniły "Cidrom" trzy punkty, to jeszcze były piękne. A przedtem nie mógł nawet pomarzyć o jakiejkolwiek zdobyczy.

- Miałem gorszy okres. Nie byłem podstawowym zawodnikiem. Ale już wracam do siebie - tłumaczy. Okazuje się, że przyczyną obniżki formy mogły być - paradoksalnie - narodziny syna. - Marcel urodził się miesiąc temu. Początki były trudne. Wiadomo, kilka nocy nie przespałem. Właśnie jemu i żonie Patrycji dedykuję te dwie bramki. Zapomniałem o tym powiedzieć zaraz po meczu, więc napiszcie to teraz, ok? - uśmiecha się Mielec.

Podkreśla też, że jego powodzenie w Częstochowie zależało w dużej mierze od pozycji, na której wystąpił. - Trener zauważył, że nie jestem tylko skrzydłowym, ale też napastnikiem. Gra w ataku mi odpowiada, bo tak byłem szkolony w Hutniku Kraków - wspomina.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również