"Pierwszy raz" niektórych graczy "Cidrów"

23.08.2009
- Zagłębie Sosnowiec to najmocniejsza drużyna, z którą graliśmy w tym sezonie - mówią w obozie Ruchu. Remis nikogo w Radzionkowie nie zasmucił.
- Ale bomba! - ekscytował się tuż po końcowym gwizdku Piotr Giel. - Nareszcie poczułem, jak to jest grać przy pełnych trybunach. Na takie mecze się czeka - cieszył się "Piters", na którym obecność kilku tysięcy kibiców zrobiła wrażenie. Młody pomocnik Ruchu na Stadionie Ludowym zagrał zupełnie przyzwoicie... czego nie można powiedzieć o wszystkich zawodnikach z Radzionkowa.

- Prawda jest taka, że dla Wiśniewskiego, Kompały i Gierczaka tak prestiżowe pojedynki to chleb powszedni. Nie wszyscy natomiast wytrzymali napięcie. I nie ma się co dziwić. Przecież w zeszłym sezonie znajdowaliśmy się w zupełnie innych realiach. Jestem pewien, że mecz z Zagłębiem dla wielu był najbardziej emocjonującym w dotychczasowej ich karierze - tłumaczy II trener "Cidrów", Dariusz Okoń.

Słowa swojego przełożonego potwierdza Marcin Dziewulski. Defensywny pomocnik - do tej pory grający kapitalnie - zagrał słabsze zawody. - Ale zaręczam, że nie było to spowodowane strachem. Owszem, przy takiej publice jeszcze nie grałem. Miałem kilka strat, bo po prostu przeciwnik był bardziej wymagający - przyznaje "Dziewul".

- Wiadomo w jakich okolicznościach przyszło nam grać. I nie był to ten Ruch, do którego przyzwyczaili się kibice. Ale w następnych spotkaniach wracamy do tego, co było przed Zagłębiem. To my musimy dyktować warunki gry i wtedy będzie tak, jak było - zapewnia Jacek Wiśniewski. Dlaczego "Cidry" mogą z optymizmem patrzyć w przyszłość? - Bo Sosnowiec to nasz najmocniejszy rywal w lidze. A my i tak potrafiliśmy wywieźć z jego stadionu punkt - odpowiada Rafał Górak, trener lidera II-ligi.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również