Olgierd Moskalewicz wspomina mecze z "Cidrami": "Ecik" go nazywali
15.10.2010
W trakcie tuzina lat Moskalewicz na dobre zapisał się w historii polskiej ekstraklasy. Z Wisłą Kraków zdobył wszystko, co można zdobyć w kraju, w tym dwa tytuły mistrzowskie. Ogółem w najwyższej klasie rozgrywkowej zagrał w 340 meczach i zdobył 70 bramek. Ruch Radzionków w ciągu tych 12 lat zdążył być najlepszą śląska drużyną w ekstraklasie, potem zlecieć do IV ligi i w końcu awansować rok po roku na zaplecze ekstraklasy.
- Fajnie, że Ruch po latach posuchy się odbudował, ma jakieś ambicje i dąży z powrotem na szczyty - kiwa z uznaniem głową 36-letni obecnie napastnik, w swojej karierze nie raz grający przeciwko "Cidrom". - Byłem w Radzionkowie kilka razy z różnymi drużynami. Kiedyś, chyba w barwach Pogoni, zdobyłem tam bramkę na 1-0, ale przegraliśmy. Szczególnie jednak w pamięci zapadł mi mecz, gdy z Wisłą Kraków dostaliśmy 1-4. To był zimny prysznic... - nie ukrywa "Olo".
A musiał być tym bardziej zimny, że żółto-czarni byli wówczas postrzegani przez pryzmat klubu z małego miasteczka. - Gdy awansowali, odbiło się to dużym echem po świecie piłkarskim. To była sztuka, że taki mały klub gra w ekstraklasie i to nie tylko przez jeden sezon. A o ile dobrze wiem, to Radzionków był kiedyś dzielnicą Bytomia? - dopytuje się Moskalewicz.
"Cidry" dały się zapamiętać z jeszcze innego względu. - Pamiętam szczególnie jednego zawodnika. Nazywali go "Ecik", czyli... - nasz rozmówca zawiesza na chwilę głos, próbując przypomnieć sobie nazwisko Mariana Janoszki. - Właśnie, Janoszka! - mówi dalej, słysząc podpowiedź. - To był znak firmowy tej drużyny. Zdobywał dużo goli, szczególnie głową - wspomina Moskalewicz, który jutro z Pogonią Szczecin ponownie zawita w Radzionkowie.
- Fajnie, że Ruch po latach posuchy się odbudował, ma jakieś ambicje i dąży z powrotem na szczyty - kiwa z uznaniem głową 36-letni obecnie napastnik, w swojej karierze nie raz grający przeciwko "Cidrom". - Byłem w Radzionkowie kilka razy z różnymi drużynami. Kiedyś, chyba w barwach Pogoni, zdobyłem tam bramkę na 1-0, ale przegraliśmy. Szczególnie jednak w pamięci zapadł mi mecz, gdy z Wisłą Kraków dostaliśmy 1-4. To był zimny prysznic... - nie ukrywa "Olo".
A musiał być tym bardziej zimny, że żółto-czarni byli wówczas postrzegani przez pryzmat klubu z małego miasteczka. - Gdy awansowali, odbiło się to dużym echem po świecie piłkarskim. To była sztuka, że taki mały klub gra w ekstraklasie i to nie tylko przez jeden sezon. A o ile dobrze wiem, to Radzionków był kiedyś dzielnicą Bytomia? - dopytuje się Moskalewicz.
"Cidry" dały się zapamiętać z jeszcze innego względu. - Pamiętam szczególnie jednego zawodnika. Nazywali go "Ecik", czyli... - nasz rozmówca zawiesza na chwilę głos, próbując przypomnieć sobie nazwisko Mariana Janoszki. - Właśnie, Janoszka! - mówi dalej, słysząc podpowiedź. - To był znak firmowy tej drużyny. Zdobywał dużo goli, szczególnie głową - wspomina Moskalewicz, który jutro z Pogonią Szczecin ponownie zawita w Radzionkowie.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?