"Mogliśmy sprzedać 3 tysiące biletów, a chętnych było... 50 tysięcy!"

09.05.2010
- Prezesem byłem przez trzy i pół kadencji. Uznałem, że nastał czas, by młodsi się wykazali - mówi Andrzej Kuczyński, który jednak nie zrywa całkowicie z koszykówką i nadal będzie działał w ŚZKosz.
Koszykówka to całe jego życie. Przygodę z nią rozpoczął już w 1953 roku, kiedy to objął stanowisko kierownika Startu Katowice, który dziś skupia się już tylko i wyłącznie na sporcie dla niepełnosprawnych. - Kolejnym etapem mojej przygody z tym sportem było prowadzenie AZS-u Katowice, którego byłem przez pewien czas trenerem - wyjaśnia Andrzej Kuczyński. Następnie odchodzący prezes ŚZKosz powrócił do swojego pierwotnego zajęcia i został kierownikiem Baildonu Katowice, w czasach gdy jego trenerem był legendarny Walerian Klimontowicz.

To właśnie z tym zespołem wywalczył historyczny awans do ekstraklasy w sezonie 1968/69. Rok później rozpoczął swoją działalność w Śląskim Związku Koszykówki, którą kontynuuje do dnia dzisiejszego. - Prezesem byłem przez trzy i pół kadencji. Uznałem, że teraz nastał czas, by młodsi się wykazali - tłumaczy Kuczyński, który jednak nie zrywa całkowicie z koszykówką. - Nadal będę członkiem zarządu. Będę służył swoim doświadczeniem i jeśli tylko taka będzie ich wola, to będę wspomagał koleżanki i kolegów - dodaje.

A jego doświadczenie jest ogromne. To właśnie on był szefem komitetu organizacyjnego w trakcie mistrzostw Europy kobiet w 1999 roku, które miały miejsce w Katowicach. - To było wbrew pozorom ogromne wyzwanie. Mało kto dziś wie i pamięta o tym, ale musieliśmy ściągnąć specjalny parkiet. FIBA zaproponowała ten z Brna, ale kiedy pojechaliśmy go obejrzeć i zobaczyliśmy jak się "rozłazi", zdecydowaliśmy się sprowadzić go aż z Włoch - wspomina Kuczyński.

Jednak nie to wydarzenie najbardziej utkwiło w pamięci odchodzącemu prezesowi ŚZKoszu. Tym był pamiętny mecz pomiędzy reprezentacją Polski,a amerykańskim zespołem All Stars, który w 1969 roku zawitał do Katowic, by zagrać mecz pokazowy na otwarcie nowej hali Baildonu. - Mogliśmy na to widowisko sprzedać tylko trzy tysiące biletów, a chętnych było aż 50 tysięcy! - podkreśla wieloletni działacz katowickiego klubu.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również