Miłosz Przybecki i Adrian Świątek niepocieszeni. Mogli "dobić" GieKSę...

24.04.2011
Z taką łatwością Ruch Radzionków w tej rundzie jeszcze sytuacji sobie nie stwarzał. - Mieliśmy szczęście, że do przerwy nie przegrywaliśmy 2-3 bramkami - przyznał Tomasz Hołota, gracz GKS-u Katowice.
"Cidry" świetnie weszły w mecz. Dobre podanie Tomasza Foszmańczyka wykończył Adrian Świątek. - Całe szczęście, że nie przyjmowałem, bo nie wiadomo, jak by się to skończyło. Piłka mi się trochę "przelała" na zewnętrzną stronę stopy i... wpadła. Bramkarz akurat się cofał, chyba nawet nie miał możliwości wybicia się w górę - zastanawiał się napastnik Ruchu, wypożyczony z Górnika Zabrze.

Sęk w tym, że Świątek miał jeszcze kilka szans. - Żal na pewno okazji z końcówki I połowy. To była dobra piłka na głowę, ale bramkarz zrobił dwa kroki do przodu, więc zmieniłem zdanie i wybrałem strzał nogą. Nieszczęśliwie... Jeszcze w drugiej połowie miałem dwie okazje, też niewykorzystane - westchnął.

Najlepszą sytuację na podwyższenie miał Miłosz Przybecki, który minął już Jacka Gorczycę i miał pustą bramkę. - Wściekły jestem. Powinienem uderzać z lewej nogi, tymczasem niepotrzebnie zacząłem przekładać na prawą - przyznał samokrytycznie młodzieżowy reprezentant Polski.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również