Mickiewicz - Częstochowa 85-93. Kolejna nieudana pogoń gospodarzy

16.01.2010
W starciu Mickiewicza z AZS-em Politechniką praktycznie przez całe spotkanie prowadzili ci drudzy i mimo ambitnej pogoni gospodarzy, to właśnie częstochowianie zgarnęli komplet punktów.
Pierwsze minuty należały jednak do katowiczan, którzy po trafieniach Kosmowskiego i Jankowskiego dwukrotnie wychodzili na prowadzenie. Jak się jednak wkrótce okazało były to miłe złego początki, bo już po chwili to goście zdecydowanie powiększyli swój dorobek po skutecznych akcjach Kotlewskiego i Wojciechowskiego. Trener miejscowych Tomasz Oczadły szybko zareagował i wprowadził na parkiet rezerwowych. Szczególnie wyróżnił się Madaj, który w krótkim odstępie czasu zdobył osiem "oczek", w tym dwa razy trafiając za trzy. - Cały zespół pracował na moje pozycje, także mi pozostawało tylko wykańczać akcję - podkreślał niski skrzydłowy Mickiewicza.

Również zmiany pod koszem przyniosły dobre efekty. Breguła zdobył tylko w samej drugiej kwarcie sześć punktów i straty katowiczan były minimalne. Niestety dla miejscowych, AZS Politechnika po przerwie ponownie odskoczył. Głównym bohaterem gości ponownie okazał się Kotlewski, który nie tylko wykańczał akcje podkoszowe, ale również trafiał z dystansu. Starał mu się odpowiadać Breguła, ale kiedy tylko gospodarze zbliżali się do rywala, to ich własne błędy niweczyły cały efekt. - To kolejny mecz, w którym musimy gonić rywala. Wyraźnie brakuje nam trzymania nerwów na wodzy w kluczowych momentach - kręcił głową Sebastian Breguła, grający prezes Mickiewicza. Mimo to, gospodarze pewnie, by w końcu dogonili przeciwnika, gdyby nie...

- Rzadko komentuję pracę arbitrów, ale to co dzisiaj wyprawiali to był dramat. Dawno nie widziałem tak stronniczego sędziowania - złościł się prezes katowiczan. I trudno się z nim nie zgodzić, bo niestety rozjemcy spotkania mylili się w najprostszych sytuacjach, co gorsza wykazując się również brakiem znajomości przepisów. Również przewinienie techniczne, dla próbującego rozmawiać kapitana zespołu Mickiewicza, Pawła Jankowskiego, było pokazem nieudolności. Gospodarze mieli jednak szansę na doprowadzenie do remisu, jednak gdy straty wynosiły trzy punkty, Wawrzyniak wyprowadzając piłkę stracił ją na rzecz Pławuckiego, który bezlitośnie pozbawił złudzeń gospodarzy.

Rozgrywający częstochowian popisał się w tym momencie czwartym przechwytem, a co gorsza dla gospodarzy, była to czwarta sytuacja gdy wybrał piłkę z kozła swojemu przeciwnikowi jeszcze na połowie Mickiewicza. - Niestety nie mamy zmiennika dla Pawła Jankowskiego. Z konieczności gra na tej pozycji Szymon Wawrzyniak, ale on z pewnością nie jest typową "jedynką" - tłumaczył Breguła. - Szkoda, że w kolejnym pojedynku nie udaje nam się zdobyć punktów, bo na treningach wszystko wygląda dużo lepiej - dopowiadał Jakub Madaj.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również