Miał iść "pod skalpel", a stał się bohaterem

04.09.2009
Sebastian Gielza z powodu kontuzji miał w ogóle nie jechać do Jarocina. Tymczasem zapewnił Ruchowi wygraną. - Trzymam się dzięki środkom przeciwbólowym - tłumaczy snajper Radzionkowa.
- Miałem tydzień wolnego. W poniedziałek wznowiłem trening, a już we wtorek wybraliśmy się do Jarocina. W dwa dni podjęliśmy więc decyzję, że wsiadam razem z drużyną do autokaru - wyjaśnia Gielza, który w meczu z Jarotą stał się zmiennikiem Kocura. Taki ruch trenera okazał się zbawienny dla całego Radzionkowa. Gielza w 45 minut zdobył dwie bramki, Ruch wygrał 3-2 i skasował komplet punktów.

- Trenerowi udała się zmiana. Ja też miałem dużo szczęścia, bo piłka spadała tam, gdzie akurat byłem - uśmiecha się napastnik. Podkreśla również, że jego występy obecnie są możliwe dzięki środkom przeciwbólowym. - Zagrałem tylko połowę, ale pod koniec ból był nie do wytrzymania - dodaje najlepszy strzelec "Cidrów", mający problem z przepukliną.

Przypomnijmy, że jeszcze pod koniec zeszłego tygodnia wydawało się, że do Ruchu trafi Krzysztof Gajtkowski z Korony Kielce. Teraz w Radzionkowie nikt nie żałuje, że ów transfer nie doszedł do skutku. Nie wiadomo jednak, czy Gielza nie powędruje "pod skalpel". - Postaram się jeszcze wytrzymać. Jeśli będzie coraz gorzej, to niestety czeka mnie zabieg chirurgiczny od zaraz. A to oznacza, że jesienią już nie zagram - smuci się Gielza.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również