MCKiS Jaworzno - AZS Koszalin 57-91. Gdyby gospodarze słuchali trenera...

13.12.2009
Gospodarze tylko w pierwszej połowie toczyli w miarę wyrównany bój z AZS-em Koszalin. - Skoro zawodnicy nie potrafią słuchać, to później tak to wygląda - irytował się Marcin Lichtański, trener MCKiS-u.
Rozpoczęło się dość pechowo dla gospodarzy, bo po zaledwie 90 sekundach przegrywali już 0-7 za sprawą Kueblera. Nerwy jednak szybko udało się opanować i jeden z najbardziej doświadczonych zawodników w szeregach MCKiS-u, Środa, zmniejszył straty do czterech "oczek" różnicy. - Dobrze funkcjonował nasz atak. Graliśmy sporo piłką i szukaliśmy łatwych pozycji - podkreślał Marcin Lichtański, trener jaworznian. Niestety dla II-ligowca, z każdą kolejną minutą zaczynała się uwidaczniać przewaga fizyczna zespołu AZS-u. Pod koszem spustoszenie siało trio: Metelski, Reese i Tica.

Jaworznianie nie zamierzali jednak spasować. Na parkiecie pojawił się ten, który swego czasu w ekstraklasie występował i to właśnie celne "trójki" Frankowskiego pozwoliły gospodarzom zbliżyć się na dystans ośmiu punktów różnicy. - W podświadomości moi zawodnicy nie w każdym fragmencie gry prezentowali pełne zaangażowanie. Zachowywali się jakby to był po prostu mocniejszy trening - krytycznie zauważył Mariusz Karol, szkoleniowiec, który koszalinian poprowadził w trzecim oficjalnym meczu, po tym jak zastąpił Rade Mijanovicia.

Dobra postawa w ofensywie gospodarzy pozwalała mieć nadzieję, że również w drugiej połowie będziemy świadkami ciekawego widowiska. Jak się jednak wkrótce okazało, przyjezdni szybko wybili koszykówkę z głów jaworznianom. - Skoro moi zawodnicy nie potrafią słuchać, to później tak to wygląda - irytował się Lichtański. - Założenia były takie, by grać to co w pierwszej połowie. Niestety, pojawiło się sporo gry na koźle i z wykorzystanie pick and rolli, które były dobrze podwajane - dodawał. To wykorzystywali goście, którzy z łatwością przechwytywali piłkę i łatwymi punktami powiększali swoją przewagę.

- To był dla mnie bardzo ważny mecz, bo mogłem sprawdzić tych, którzy dotychczas grali u mnie mało lub w ogóle z uwagi na charakter spotkań w ekstraklasie - podkreślał Karol. A najlepsze wrażenie wywarli Urbański i Wiśniewski, którzy nie tylko z łatwością wykańczali kontry, ale również punktowali z dystansu. - Może i mamy młody zespół, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie. Przecież z niektórymi koszykarzami rywala jeszcze do niedawna cześć mojego zespołu mogła rywalizować na parkietach I i II ligi. Nie powinni więc czuć żadnego respektu. Szkoda, bo wynik powinien być dla nas zdecydowanie bardziej korzystny - złościł się szkoleniowiec MCKiS-u.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również