ŁKS - Radzionków 2-1. Lider nie taki straszny. Gorsze kontuzje

26.02.2011
W sparingu z ŁKS-em Łódź trener Artur Skowronek miał do dyspozycji miał okrojony skład, bowiem radzionkowian trapią kontuzje. Mimo to, Ruch pokazywał się chwilami z bardzo dobrej strony.
Dość powiedzieć, że w składzie "Cidrów" znalazł się choćby w ostatnim dniu postawiony na nogi Piotr Giel, a ławkę rezerwowych tworzyli między innymi grający z tzw. blokadą Tomaszowie Rzepka i Foszmańczyk, nie trenujący przez jakiś czas z zespołem Piotr Rocki czy wciąż jeszcze ostrożnie wprowadzany do gry po kontuzji Wojciech Mróz. Mimo tego, młoda drużyna, z licznymi zawodnikami ustawionymi na boisku z konieczności nie na swoich nominalnych pozycjach, toczyła z rutynowanym ŁKS-em momentami bardzo wyrównane spotkanie.

Taka była pierwsza połowa. Więcej z posiadania piłki co prawda miał lider I ligi, ale Łukasz Skorupski w zasadzie pracy nie miał w ogóle. Co z drugiej strony? Strzał Dawida Jarki zatrzymał się na poprzeczce, choć chwilę później sędziowie odgwizdali pozycję spaloną. Vladimir Balat zmusił do interwencji bramkarza rywali strzałem zza pola karnego. Ale najważniejsze wydarzyło się w 28 minucie, kiedy po krótkim rozegraniu piłki z rzutu wolnego przepięknie uderzył Mateusz Cieluch, a bramkarz, mimo rozpaczliwej interwencji, nie zdołał wybić lecącej w samo okienko futbolówki.

Po zmianie stron ŁKS zmusił już rywali do głębokiej obrony, a wprowadzony po przerwie do bramki żółto-czarnych Marcin Suchański szybko dwukrotnie zmuszony był do interwencji, choć akurat łatwo łapał lecące w sam środek bramki strzały. Inny próby minimalnie mijały słupek, a w kolejnej sytuacji w sukurs golkiperowi przyszli obrońcy, na orbitę posyłając niepewnie łapaną przez niego piłkę.

W 55 minucie ani Damian Kaciczak, ani Balat nie wybili piłki z obrębu pola karnego, dopadł do niej Krzysztof Mączyński i ładnym strzałem w długi róg nie dał Suchańskiemu szans na skuteczną interwencję. Wyrównanie wyniku jeszcze nasiliło ataki łodzian i Suchański dwukrotnie musiał wykazywać się swoim kunsztem.

Ale o straconą w 74. minucie drugą bramką doświadczony bramkarz będzie już miał do siebie pretensje. Mięciel co prawda znakomicie zakręcił obroną Ruchu, ale nie uderzył mocno i w sam środek bramki. Suchański za wcześnie jednak położył się na murawie i w ten sposób po jego rękach piłka mogła wtoczyć się do siatki.

Stracony w ten sposób gol wywołał sportową złość w radzionkowskim zespole. I odtąd właściwie cała gra przeniosła się na połowę ŁKS-u. Po klepce z Piotrem Rockim, sam przed bramkarzem znalazł się Foszmańczyk, ale posłał futbolówkę wprost w jego ręce. Strzały w ciągu kilkunastu sekund zza pola karnego Foszmańczyka i Cielucha był blokowane. Podobnie rzecz się miała z uderzeniami, tyle że już obrębu szesnastki, Giela i znów Foszmańczyka. Wreszcie w ostatniej minucie gry szansę na wyrównanie zmarnował Rzepka, który stojąc tuż przed bramką źle trafił głową w piłkę i posłał ją obok słupka.
źródło: Ruch Radzionków

Przeczytaj również