Koszykarki Uteksu miały łzy w oczach

23.11.2009
- W ostatniej minucie euforia narastała z każdą sekundą. Dla takich chwil warto grać w koszykówkę - podkreśla Monika Sibora, zawodniczka Uteksu, opisując radość po zwycięstwie w Polkowicach.
- Różnica w tabeli wskazywała, że jedziemy do Polkowic na straconej pozycji. Jednak po ostatnich naszych występach drużyna CCC bardzo się nas obawiała. To dodało nam otuchy - przyznaje Sibora. Drużyna ROW-u sprawiła ogromną sensację, pewnie pokonując ekipę z Polkowic na jej parkiecie. - Byłyśmy tym zwycięstwem bardzo zaskoczone. Nie chciałyśmy zapeszać, ale w ostatniej minucie euforia narastała z każdą sekundą. Siedziałyśmy jak na szpilkach. Wybuch emocji z końcową syreną był fantastyczny. W naszych oczach pojawiły się łzy radości. Dla takich chwil warto grać w koszykówkę - podkreśla zawodniczka Uteksu.

Jeszcze kilka tygodni temu nastroje w Rybniku były zgoła odmienne. Drużyna w fatalnym stylu przegrywała mecz za meczem. Skąd więc taka metamorfoza? - Do sezonu podeszłyśmy z wielką niewiadomą. Nie grałyśmy spotkań sparingowych i w tych pierwszych kolejkach dopiero się "docierałyśmy". Teraz można powiedzieć, że znamy się już jak "łyse konie". Wszystko "zatrybiło". Jest chemia w szatni. Jedna za drugą wskoczy w ogień - twierdzi Sibora.

Swoje podejście do drużyny zmienił trener Mirosław Orczyk. - Wcześniej sugerował nam, że pojedynki z Lotosem czy Wisłą będą dla nas tylko treningiem. Ja uważam, że powinniśmy inaczej podchodzić do takich spotkań. Teraz szkoleniowiec nam zaufał i wie, że stać nas na zwycięstwo z każdym rywalem - mówi Sibora. - Jeśli będziemy zdrowe, to do końca roku powinnyśmy kontynuować zwycięską passę. Najważniejsze jest, aby znaleźć się w "ósemce", ale ja wierzę, że skończymy rundę zasadniczą nawet na 5. lokacie - dodaje.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również