KK Bytom - Rosa-Sport 58-83. Gospodarze myślą o kolejnych starciach
13.01.2010
Pierwsze minuty pokazały, że zajmujący odległe miejsce w tabeli bytomianie wcale nie zamierzają tanio sprzedać skóry i stawili czoła plejadzie gwiazd z Radomia. Dwie "trójki" Mola za każdym razem pozwalały gospodarzom obejmować prowadzenie i dopiero skuteczna gra Wiekiery, który nie tylko dobijał spod kosza, ale i trafiał zza linii 6,25 m spowodowały, że Rosa-Sport prowadziła po 10 minutach. - Spodziewaliśmy się tego, że rywal postawi mocne warunki już od samego początku. Mamy jednak szeroki skład i dzięki temu możemy grać na wysokim poziomie przez przynajmniej trzy kwarty - podkreślał Piotr Ignatowicz, trener gości. Z kolei taką ławką nie dysponowali miejscowi i...
W drugiej części spotkania oglądaliśmy prawdziwy pogrom. W zespole z Radomia szaleli rezerwowi, a w szczególności Zalewski, który w tej odsłonie zdobył aż 12 "oczek". Przewaga gości szybko urosła do sporych rozmiarów, a osamotniony w bojach Strużyna w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Kolejne punkty spod kosza dokładał Nikiel, który wykorzystywał dobre dogrania Wróbla. - Zdecydowanie przegraliśmy walkę "na desce", tak więc, by mimo to móc utrzymać wynik wokół remisu, to musielibyśmy grać na bardzo wysokim procencie, a to niestety nie miało miejsca - kręcił głową Bogusław Mol, szkoleniowiec bytomian.
Po przerwie emocji było już jak na lekarstwo. Wraz z upływem czasu na parkiecie pojawiali się rezerwowi. Choć w przypadku gości trudno mówić o drugim składzie, bo na tym poziomie rozgrywkowym mogliby śmiało stworzyć bardzo dobry zespół. - Nie ukrywam, że drużyna została zbudowana pod I ligę. Wprawdzie nie spodziewaliśmy się, że do tej pory wszystko wygramy, ale kolejne zwycięstwa jeszcze bardziej nas nakręcają - uśmiecha się Ignatowicz, który do niedawna sam jeszcze z powodzeniem występował na boisku. Z kolei po stronie gospodarzy koszykarze drugiego planu to głównie młodzież, a więc... - Była to dla nich dobra szkoła. Teraz wiedzą jak wiele im jeszcze brakuje do tych najlepszych. Z pełną świadomością dałem odpocząć pierwszej "piątce", bo czekają nas w najbliższym czasie dużo ważniejsze mecze, które musimy wygrać, by zapewnić sobie utrzymanie - wyjaśnia trener gospodarzy.
W drugiej części spotkania oglądaliśmy prawdziwy pogrom. W zespole z Radomia szaleli rezerwowi, a w szczególności Zalewski, który w tej odsłonie zdobył aż 12 "oczek". Przewaga gości szybko urosła do sporych rozmiarów, a osamotniony w bojach Strużyna w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Kolejne punkty spod kosza dokładał Nikiel, który wykorzystywał dobre dogrania Wróbla. - Zdecydowanie przegraliśmy walkę "na desce", tak więc, by mimo to móc utrzymać wynik wokół remisu, to musielibyśmy grać na bardzo wysokim procencie, a to niestety nie miało miejsca - kręcił głową Bogusław Mol, szkoleniowiec bytomian.
Po przerwie emocji było już jak na lekarstwo. Wraz z upływem czasu na parkiecie pojawiali się rezerwowi. Choć w przypadku gości trudno mówić o drugim składzie, bo na tym poziomie rozgrywkowym mogliby śmiało stworzyć bardzo dobry zespół. - Nie ukrywam, że drużyna została zbudowana pod I ligę. Wprawdzie nie spodziewaliśmy się, że do tej pory wszystko wygramy, ale kolejne zwycięstwa jeszcze bardziej nas nakręcają - uśmiecha się Ignatowicz, który do niedawna sam jeszcze z powodzeniem występował na boisku. Z kolei po stronie gospodarzy koszykarze drugiego planu to głównie młodzież, a więc... - Była to dla nich dobra szkoła. Teraz wiedzą jak wiele im jeszcze brakuje do tych najlepszych. Z pełną świadomością dałem odpocząć pierwszej "piątce", bo czekają nas w najbliższym czasie dużo ważniejsze mecze, które musimy wygrać, by zapewnić sobie utrzymanie - wyjaśnia trener gospodarzy.
Polecane
Koszykówka
Przeczytaj również
02.12.2014
02.12.2014
Dzieciaki dostały pluszaki!
02.12.2014
02.12.2014
Radwan dołącza do Mingo
28.11.2014
28.11.2014
Misie na boisku!