Kijów szkodzi Gruchalskiemu

24.09.2008
Wobec słabszej formy Michała Gruchalskiego i Krzysztofa Kruczka sztab szkoleniowy Walki Zabrze stara się ich zmobilizować... wystawiając w meczach rezerw. - Niektórzy traktowaliby to jako zesłanie. Ja podchodzę do tego zupełnie inaczej - zapewnia Gruchalski.
Zostali wypożyczeni do III-ligowej Walki Zabrze, by złapać strzelecką formę, tymczasem od początku sezonu zawodzą. W sobotnim meczu z Pniówkiem Pawłowice sprowadzony z GKS Katowice Michał Gruchalski pojawił się na murawie dopiero po godzinie gry. Krzysztof Kruczek, który wciąż jest związany umową z Górnikiem Zabrze zaliczył natomiast zaledwie epizod.

- Obydwaj po prostu nie strzelają bramek. Dlatego szansę dostają inni - mówi Andrzej Kobiałka, trener zabrzan. - Staramy się zmobilizować ich poprzez wystawianie w meczach rezerw. Przecież oni mają ogromny potencjał! Problem w tym, że go nie pokazują. Z drugiej strony jest to też po prostu kwestia przełamania się. Krzysiek zmienił nawet numer na koszulce z 13 na 10. Może dzięki temu zacznie trafiać... - przyznaje Kobiałka.

Gruchalski na konieczność gry w drugim zespole jednak nie narzeka. - Niektórzy traktowaliby to jako zesłanie. Ja podchodzę do tego zupełnie inaczej - przyznaje 23-latek. - Daleko mi jeszcze do optymalnej formy. Myślę, że duży wpływ miał na to wyjazd na Akademickie Mistrzostwa Europy, jakie odbyły się w końcówce lipca w Kijowie. W ciągu siedmiu dni rozegrałem tam aż sześć spotkań - wyjaśnia były snajper Wawelu Wirek.

Co ciekawe, Andrzej Kobiałka próbuje dwójkę nominalnych napastników także w pomocy. - W żadnym wypadku nie skarżę się na decyzje trenera, ale muszę przyznać, że w drugiej linii nie czuję się za dobrze - zaznacza Gruchalski.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również