Kiedy piłkarz jest piłkarzem, a kiedy kopaczem?

16.10.2009
Tomasz Stranc, pomocnik Ruchu Radzionków, jeszcze w zeszłym sezonie uważał się za kopacza. - Teraz już awansowałem. Robię licencjat z piłki nożnej - uśmiecha się "Tonio".
Przejście z Górnika MK Katowice do dobrze ułożonego Radzionkowa było dla niego kamieniem milowym. Mimo wszystko, Stranc twierdził, że... piłkarzem to on jeszcze nie jest. W międzyczasie Ruch awansował jednak do II ligi. Jak na ten progres zareagował środkowy pomocnik? - Właściwie to bardzo trudno powiedzieć, kiedy się można określić mianem piłkarza - rozmyśla 24-latek, któremu nieco łatwiej przychodzi zobrazować ów problem w terminologii... akademickiej.

- W każdym zawodzie jest tak, że ktoś jest profesorem, a ktoś zaczyna się dopiero uczyć. I w piłce też. Profesorów oglądamy w telewizji, doktorami bym nazwał piłkarzy z naszej ekstraklasy, a tych z pierwszej ligi magistrami - uśmiecha się student dwóch kierunków: filozofii i fizjoterapii. Samego siebie określa jako żaka piłki nożnej. - To taka zabawa językowa, ale powiedzmy, że w III lidze miałem tytuł technika, a teraz już jestem na uniwersytecie - śmieje się. "Tonio" zaznacza, że nie wolno jednak pomniejszać dokonań piłkarzy z niższych lig. Mimo tego, że nazwa "kopacz" nie kojarzy się pozytywnie.

- W jednym z wywiadów Jacek Wiśniewski powiedział, że w zeszłym sezonie graliśmy z ogórkami. I że właściwie to my na grilla jeździliśmy, a awans przyszedł nam z marszu. Wiem, że żartował, ale porozmawiałem sobie z nim o tym w szatni. Bo przecież to wcale nie był spacerek. Nie graliśmy ze ślepcami - podkreśla Stranc. Jak na ironię, "Wiśnia" już jutro będzie miał okazję zagrać przeciwko Turowi Turek. Bądź co bądź, klubem nie kojarzącym się z piłkarską elitą...
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również