Katowice - Rzeszów 67-70

21.02.2009
Katowiczanie nieoczekiwanie polegli na własnym parkiecie. Ich pogromcą okazał się najsłabszy zespół w lidze, Resovia. Rzeszowianie odnieśli trzecie zwycięstwo w sezonie.
Gospodarze od początku narzucili swoje warunki gry. Twarda obrona z ich strony powodowała, że rzuty Resovii były niecelne, bądź też podopieczni Bogusława Wołoszyna tracili piłkę. Z kolei katowiczanie byli skuteczni i to zaowocowało prowadzeniem 11-2. Bardzo dobrze prezentował się Wosz. Center "akademików” popisał się w pierwszej kwarcie nie tylko akcją 2+1, ale również "trójką”. Po jego zejściu ciężar zdobywania punktów przejął Piotrkowski. W zespole gości szarpał były zawodnik AZS-u, Środa, ale był osamotniony w swoich poczynaniach.

Również druga partia przebiegała pod dyktando miejscowych. Ich skuteczność jednak spadła i przewaga nie rosła już w tak szybkim tempie. Ta część gry, to popis Donigiewicza, który dwukrotnie trafił zza linii 6,25 m. Dołożył jeszcze jeden celny rzut z półdystansu i tym samym zdobył aż osiem z 13 "oczek”, które uzyskali w tej kwarcie "akademicy”. Wydawało się, że już nic złego w tym spotkaniu gospodarzom stać się nie może.

Druga połowa pokazała jednak, że goście się nie poddali. Trafienia z dystansu i skuteczna gra Balcerzaka spowodowały, że Resovia stopniowo zmniejszała straty. AZS nie tylko nie bronił, ale także zatracił skuteczność. Mało tego, w zespole gospodarzy nie było zawodnika, który wziąłby na siebie odpowiedzialność za oddawanie rzutów. Ta sytuacja spowodowała, że rzeszowianom udało się kilka razy złapać przeciwnika na błąd 24 sekund. Po 30 minutach gry z przewagi "akademików” zostały już tylko dwa punkty.

Czwarta kwarta była niezwykle wyrównana. Dopiero po rzucie Środy "za trzy", na dwie minuty przed końcem, przyjezdni objęli prowadzenie. Jak się wkrótce okazało, Resovia nie oddała go już do końca. Agresywna obrona AZS-u doprowadziła do sytuacji, w której na 0,2 sekundy przed upływem regulaminowego czasu, ostatnią szansę mieli katowiczanie. Jednak rzut rozpaczy Piotrkowskiego nie doleciał do kosza i to goście mogli się cieszyć z przerwania czarnej serii.

Pod szatniami

[b]Mirosław Stawowski[/b] (trener AZS-u): Uczulałem w przerwie meczu, że spotkanie nie zostało jeszcze wygrane. Moi podopieczni jednak mnie nie posłuchali. Na stojąco meczu nie da się wygrać. Niestety, nie wszyscy zostawili na parkiecie serce, a to jest koniecznie, by przy naszych umiejętnościach wygrywać.

[b]Marcin Środa[/b] (skrzydłowy Resovii): Bardzo chciałem się pokazać przed swoją byłą publicznością. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że nie mamy nic do stracenia. W pełni zmobilizowani wyszliśmy na parkiet i losy spotkania się odwróciły. Zagraliśmy większym pressingiem i to przyniosło efekt.

[b]Mariusz Piotrkowski[/b] (skrzydłowy AZS-u): Nie mam pojęcia, dlaczego po przerwie przestaliśmy grać, to co w pierwszej części było skuteczne. Piłka krążyła po obwodzie, a je nie otrzymywałem podań pod kosz. Jesteśmy totalnie załamani.[b]
[/b]
autor: Tomasz Mucha, Mariusz Polak

Przeczytaj również