Katowice - Polska U-18 74-70. Spodek wytwarza dodatkowe emocje

22.08.2009
Pierwszy oficjalny mecz w "nowym" Spodku pokazał, że Mistrzostwa Europy w naszym regionie zapowiadają się wyśmienicie. - Ten obiekt to będzie spory magnes dla publiczności - zapewnia Mirosław Stawowski.
Dość nieoczekiwanie od pierwszych minut ton wydarzeniom na parkiecie nadawała reprezentacja Polski U-18. - Brak komunikacji w zespole i pierwszy oficjalny mecz w tym zestawieniu spowodował, że nie weszliśmy w to spotkanie najlepiej - tłumaczy Mirosław Stawowski, trener "Akademików". Młodzi koszykarze zagrali bez kompleksów i pierwsza kwarta zakończyła się ich zdecydowanym prowadzeniem. Jednak z każdą kolejną minutą spotkania do głosu dochodzili seniorzy z Katowic i stopniowo niwelowali straty. Rozważna gra Koczwary i "cwaniactwo" pod koszem Milewskiego i Piotrkowskiego pozwoliło już do przerwy wyjść AZS-owi AWF-owi na prowadzenie.

Od tego momentu trwała już jednak wyrównana walka i losy zwycięstwa ważyły się praktycznie do samego końca. Ostatecznie górę wzięło doświadczenie, choć o to, by stało się inaczej mocno walczył Mateusz Dziemba, koszykarz pochodzący z Bytomia. - Dużo nam nie brakowało, gdyby było więcej organizacji w naszym ataku, to kto wie czy nie pokonalibyśmy faworytów. Gra na takim obiekcie wytwarza dodatkowe emocje - twierdzi. W szeregach U-18 zabrakło większości graczy, którzy przed kilkoma tygodniami wywalczyli awans w Mistrzostwach Europy Dywizji B do wyższej grupy. - Zagrało kilku 17-latków, gdyż chłopcy, którzy osiągnęli sukces w Sarajewie w większości przypadków przygotowują się do sezonu w swoich macierzystych klubach. To na pewno spora nobilitacja dla tych zawodników, zagrać na takim obiekcie. Dla nich każdy mecz w koszulce z "orzełkiem" na piersi to spore wydarzenie i jednocześnie spory bagaż doświadczeń. Myślę, że niewielu dostąpi takiego zaszczytu. Szkoda, że nie udało się wygrać, bo była na to szansa - tłumaczy Piotr Bakun, szkoleniowiec Polaków.

- Jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, by móc pokazać grę na wysokim poziomie przez cały mecz. To była nasza pierwsza potyczka w tym składzie, treningi to jednak zupełnie cos innego. Gdyby nie pierwsza kwarta, to ten mecz można by uznać za dobry - podkreślał Tomasz Milewski, środkowy katowiczan. Trzeba również w tym miejscu zaznaczyć, że AZS AWF przyjechał na spotkanie prosto z tygodniowego obozu w Brennej. - Wykonaliśmy tam kawał dobrej roboty, ale wiadome było, że zawodnicy będą trochę przytłumieni i nie pokażą pełni umiejętności - dodaje Stawowski.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również