Kaszowski po przesunięciu do rezerw: To wszystko jest jakieś dziwne...
28.01.2012
Ostatnie miesiące dla legendy Piasta Gliwice nie są łatwe. Latem rozstał się z gliwiczanami przez konflikt z klubowymi działaczami, teraz ma problemy w Radzionkowie. Kaszowski został dziś przesunięty do rezerw. Skąd taka decyzja?
- Sam nie wiem, co o tym myśleć - rozpoczyna zawodnik. - To wszystko jest jakieś dziwne. Dostałem dziś pismo, w którym poinformowano mnie o decyzji. Widać, że klub chce zrobić wszystko, żebym poszedł na ustępstwa. Chciałem trenować, przepracować dobrze zimę. Rozmawiałem z trenerem i on mówił, że chce mnie w zespole - wylicza "Kasza".
Źródłem decyzji zarządu są jednak zdaniem Kaszowskiego pieniądze. - Prezes Tomasz Baran mówił już wcześniej, że ja, bodaj Marcin Krzywicki i Szymon Skrzypczak, dostaliśmy propozycje obniżenia kontraktu o 50 procent. To nie było do przyjęcia, nie mogłem się na to zgodzić. Ale, szczerze mówiąc, dwa tygodnie temu rozmawiałem z panem Łukaszem Mazurem. Doszliśmy do porozumienia, podaliśmy sobie ręce, uzgodniliśmy warunki i nie było tematu. Tyle, że jakoś 10 dni temu o godzinie 23 zadzwonił do mnie prezes i poinformował, że to porozumienie jest nieaktualne. Zawodnikowi nie jest łatwo w sytuacji, gdy dostaje propozycję takiego obniżenia kontraktu, a "jak się nie zgodzisz, to my ci pokażemy" - mówi obrońca.
Co będzie dalej z doświadczonym graczem? - Daję sobie kilka dni do namysłu. Ale na pewno moją ambicją nie jest grać w rezerwach Ruchu Radzionków. Czy wyobrażam sobie, że jeszcze kiedyś zagram w "Cidrach"? Ależ ja miałem na to nadzieję jeszcze dziś rano. Trener na pewno też chce wiedzieć na czym stoi. Czy może na mnie liczyć, czy nie. Teraz wygląda na to, że jednak nie może. Chciałbym grać i władzom to powiedziałem, ale widocznie się nie udało. Nie będę tu mówił o zaległościach, bo jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, ale zawsze może dojść do kompromisu - kończy Jarosław Kaszowski.
- Sam nie wiem, co o tym myśleć - rozpoczyna zawodnik. - To wszystko jest jakieś dziwne. Dostałem dziś pismo, w którym poinformowano mnie o decyzji. Widać, że klub chce zrobić wszystko, żebym poszedł na ustępstwa. Chciałem trenować, przepracować dobrze zimę. Rozmawiałem z trenerem i on mówił, że chce mnie w zespole - wylicza "Kasza".
Źródłem decyzji zarządu są jednak zdaniem Kaszowskiego pieniądze. - Prezes Tomasz Baran mówił już wcześniej, że ja, bodaj Marcin Krzywicki i Szymon Skrzypczak, dostaliśmy propozycje obniżenia kontraktu o 50 procent. To nie było do przyjęcia, nie mogłem się na to zgodzić. Ale, szczerze mówiąc, dwa tygodnie temu rozmawiałem z panem Łukaszem Mazurem. Doszliśmy do porozumienia, podaliśmy sobie ręce, uzgodniliśmy warunki i nie było tematu. Tyle, że jakoś 10 dni temu o godzinie 23 zadzwonił do mnie prezes i poinformował, że to porozumienie jest nieaktualne. Zawodnikowi nie jest łatwo w sytuacji, gdy dostaje propozycję takiego obniżenia kontraktu, a "jak się nie zgodzisz, to my ci pokażemy" - mówi obrońca.
Co będzie dalej z doświadczonym graczem? - Daję sobie kilka dni do namysłu. Ale na pewno moją ambicją nie jest grać w rezerwach Ruchu Radzionków. Czy wyobrażam sobie, że jeszcze kiedyś zagram w "Cidrach"? Ależ ja miałem na to nadzieję jeszcze dziś rano. Trener na pewno też chce wiedzieć na czym stoi. Czy może na mnie liczyć, czy nie. Teraz wygląda na to, że jednak nie może. Chciałbym grać i władzom to powiedziałem, ale widocznie się nie udało. Nie będę tu mówił o zaległościach, bo jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, ale zawsze może dojść do kompromisu - kończy Jarosław Kaszowski.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?