Gracz Ruchu o wizycie na Anfield Road: Ciary chodziły po plecach

10.12.2010
Przyjaciel i narzeczona spełnili jedno z marzeń Marcina Dziewulskiego. Pomocnikowi Ruchu Radzionków zorganizowali wyjazd na mecz angielskiej Premiership: Liverpool FC - Aston Villa.
- Wcześniej byłem fanem Borussii Dortmund, udało mi się nawet ze dwa razy zasiąść na trybunach stadionu w Dortmundzie, jeszcze przed jego modernizacją. Fascynacja "The Reds" zaczęła się nietypowo: od... autobiografii Jamiego Carraghera i Stevena Gerarda - zdradza Dziewulski. Dziś w jego domu jest kilka książek o Liverpoolu i jego zawodnikach, a także wiele gadżetów.

Podróż do Liverpoolu trochę skomplikowała pogoda. Podróż się opóźniła, a i powrót trwał o sześć godzin dłużej. Ale warto było! - Ta bliskość zawodników, możliwość zobaczenia w całości całej taktyki, sposobu poruszania się drużyny... Fantastyczna sprawa. Nie mówiąc już o tym, że gdy popłynęło z trybun "You'll never walk alone", ciary chodziły po plecach i włosy stawały dęby - przyznaje Dziewulski, który po powrocie do kraju dowiedział się, że jego nazwisko znajduje się wysoko na liście życzeń Polonii Bytom.
źródło: SportSlaski.pl / Sport

Przeczytaj również