Gracz "Cidrów" o swoim rajdzie: Wkurzyłem się, że nic nam nie idzie

05.04.2010
Marcin Dziewulski, defensywny pomocnik Ruchu Radzionków, przeprowadził w sobotnim meczu z Jarotą Jarocin piękny rajd. Pewnie strzeliłby gola, ale podał do Dawida Jarki. Dlaczego?
"Dziewul" to ulubieniec kibiców. W środku pola wykonuje czarną robotę. Mówią o nim "radzionkowski Makelele". Nie ma efektownych zagrań piętą, nie jest widoczny jak Adam Kompała, ale chyba tak samo ważny dla Ruchu jak jego kapitan. Walczy, odbiera piłki i podaje dalej. Akcje takie jak ta w sobotę nie są w jego stylu. - Zadziałały emocje. Wkurzyłem się, że nic nam nie idzie i zapędziłem się pod bramkę - skwitował z uśmiechem wspaniały rajd.

Dziewulski z piłką biegł przez pół boiska. W tym czasie minął kilku zawodników i bramkarza. Mógł strzelić - prawdopodobieństwo, że trafi było ogromne, bo w bramce stał już tylko jeden z obrońców. Ale podał do nadbiegającego Dawida Jarki, który... uderzył właśnie w defensora Jaroty. - Kątem oka zobaczyłem Dawida. Podałem mu, chciałem, żeby nabrał pewności siebie tą bramką. Szkoda, że się nie udało - tłumaczył Dziewulski.

Sam Jarka bił się po meczu w pierś, żałując tej sytuacji. Jego występ generalnie trzeba ocenić jednak pozytywnie. Brał udział w zwycięskiej akcji "Cidrów" i ożywił ofensywę radzionkowian.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również