Flota - Radzionków 4-2. Nadmorska flota rozstrzelała przyjezdnych

09.10.2010
Radzionkowianie o podróży nad morze będą chcieli szybko zapomnieć. Do tej pory stracili bowiem tylko osiem goli, a podczas starcia z Flotą aż cztery! "Cidry" ponad połowę meczu grały w 10-tkę.
Już pierwszy kwadrans meczu zwiastował prawdziwą strzelaninę w Świnoujściu. Dość powiedzieć, że bramkarze trzykrotnie wyciągali piłkę z siatki na samym początku zawodów. Od mocnego uderzenia rozpoczęli zawodnicy miejscowych. Efektowny drybling Michała Ciarkowskiego bez problemów wykończył Bartłomiej Niedziela. Bura przy tej sytuacji należy się jednak obrońcom z Radzionkowa, którzy pozostawili bez opieki aktywnego 25-latka.

"Cidry" odpowiedziały w następnej akcji. Golkiper Floty nieprzepisowo powstrzymał jednego z gości i arbiter zdecydował się na podyktowanie 11-stki. Żukowski za swój błąd zrehabilitował się tylko połowicznie, bowiem obronił rzut karny. Przy dobitce Marcina Dziewulskiego był już bezradny. Wyrównujący gol okazał się tylko wodą na młyn dla miejscowych...

Chwilę po tym, jak boiskowy zegar wybił koniec pierwszego kwadransa potyczki, Flota "użądliła" ponownie. Dokładne dogranie Ciarkowskiego precyzyjnie wykończył Ensar Arifović, a pech przyjezdnych trwał w najlepsze, bo po kolejnych kilkunastu minutach piłkarze Ruchu musieli radzić sobie w osłabieniu. Za dwie żółte kartki przedwcześnie do szatni powędrował Piotr Rocki.

Pierwsza składna akcja "wyspiarzy" po przerwie również przyniosła powodzenie. Krzysztof Bodziony wypatrzył niepilnowanego Charlesa Nwaogu, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Sewerynem Kiełpinem. 20-letni Nigeryjczyk nie miał kłopotów z podwyższeniem rezultatu.

Kontaktowe trafienie zapisał na swoje konto Dawid Jarka, który wygrał pojedynek "oko w oko" z golkiperem rywala. Finisz - podobnie jak start - należał jednak do ekipy znad morza. Na listę strzelców wpisał się Ciarkowski, który niemalże z zerowego konta ustalił wynik zawodów.

Dodajmy, że gospodarze jeszcze dwukrotnie strzelali do bramki graczy z Radzionkowa. Za każdym razem radość Arifovicia przerywał jednak sędzia, sygnalizując pozycję spaloną.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również