Cidry pokonały lidera I ligi, ale radość zmącił niepokój o przyszłość

30.04.2011
Jaki tu spokój... Nic się nie dzieje... - głośnym śpiewem świętowali w szatni sukces w meczu z ŁKS-em piłkarze "Cidrów". W podtekście chodziło o "bezruch" w rozwiązywaniu problemów finansowych klubu.
- Cieszymy się z tego zwycięstwa. Mam wrażenie, że byliśmy bardziej "głodni" sukcesu, niż rywale. No i ciężko na niego pracowaliśmy w ciągu tygodnia - tak trener radzionkowian, Artur Skowronek, podsumowywał spotkanie swych podopiecznych z ŁKS-em.

Ta ciężka praca odbywała się przede wszystkim na boisku A-klasowej Dramy Zbrosławice, prezentującym się znacznie lepiej niż murawa w Radzionkowie. Ta, oszczędzana przez kilka dni i intensywnie pielęgnowana przez gospodarza, sprawiała już ciut lepsze wrażenie niż dwa tygodnie temu. Ale i tak daleka była od ideału. - Nie chciałbym usprawiedliwiać naszej porażki stanem płyty, choć na pewno nie pomagała nam w konstruowaniu akcji - mówił Andrzej Pyrdoł, opiekun łodzian.

Ci ostatni przed świętami - odmawiając udziału w "wielkanocnym jajeczku" - zaprotestowali przeciwko opóźnieniom w wypłacie pensji. - Podobno chodzi o trzy miesiące. To jak my powinniśmy zareagować w naszej sytuacji? - z goryczą pytali radzionkowianie.

Ich szkoleniowiec, choć nie powiedział wprost o swej solidarności z zawodnikami, odnotował na konferencji pomeczowej problemy finansowe klubu. - Grając świetny mecz, moi chłopcy dali trenerom innych drużyn argumenty, by ci sięgnęli po nich w letnim okienku transferowym. Nie chcą odchodzić z Ruchu, ale... mogą nie mieć innego wyjścia. Drużyna w obecnym składzie ma naprawdę wielki potencjał. Szkoda byłoby, gdyby za dwa miesiące się rozpadła - analizował trener Skowronek.

I w dramatycznym tonie kończył: - Apeluję do wszystkich, którym zależy na "Cidrach", o pomoc dla naszego prezesa, dla wspierającej nas gminy Radzionków. Sami sobie rady nie damy...
autor: Adrian Wawrzyczek

Przeczytaj również