"Cidry" grają lepiej, gdy są w opałach? "Tak się tylko wydaje"

14.05.2010
Wiosną Ruch strzela bramki w momentach, gdy wydaje się, że to "już po nim". - Kiedy przeciwnik uzyskuje przewagę, my łapiemy drugi oddech - przytakuje trener radzionkowian.
W środę w Bydgoszczy Ruch doznał pierwszej porażki w rundzie wiosennej. Otrzymał cios w doliczonym czasie gry, więc na odrabianie strat nie było już czasu. Można przypuszczać, że gdyby Zawisza szybciej objął prowadzenie, radzionkowianie nie wracaliby z pustymi rękami. Lider wyspecjalizował się bowiem w... odrabianiu strat. - Chodzi o to, że nikt nas nie lekceważy. Walka trwa na całego, ale kiedy przeciwnik uzyskuje przewagę, moi chłopcy łapią drugi oddech. Jednym słowem, stają na wysokości zadania - tłumaczy Rafał Górak, opiekun Ruchu.

Inna sprawa, że przeciwnicy ów zadania mu nie utrudniają. - Staraliśmy się grać tak, aby niwelować wszystkie plusy lidera, ale w tej chwili stać nas tylko na pojedyncze zrywy - rozkłada ręce Mirosław Smyła. Jego GKS był jedną z ofiar Ruchu, choć radzionkowianie w Tychach zaczęli grać "swoje" dopiero wtedy, gdy miejscowi postraszyli ich rzutem karnym.

- Wygląda często, że gramy lepiej, gdy mamy nóż na gardle, ale to tak się tylko wydaje. Po pierwsze, jesteśmy dobrze przygotowani pod względem fizycznym i gdy przeciwnik opada z sił, możemy wówczas podkręcić tempo. Druga sprawa, że dużo dają nam zmiany - nie ukrywa Seweryn Kiełpin, numer 1 w bramce "Cidrów".

- Żeby mieć tyle punktów, co Ruch, trzeba mieć tak szeroką kadrę. Proszę zauważyć, kto u nich wchodzi z ławki... - wzdycha Smyła na myśl o zmiennikach w ekipie z Radzionkowa. W pojedynku z GKS-em byli to Dawid Jarka i Piotr Gierczak.
autor: Stanisław Hajda, KAM

Przeczytaj również