Chciał opuścić Radzionków jeszcze zimą, dziś jest jego kapitanem

14.03.2011
Tomasz Foszmańczyk po meczu z GKP bije się w pierś. - Zagrałem słabiej - przyznaje. Nie ulega jednak wątpliwości, że "Cidry" będą miały z niego jeszcze pożytek. A mogło być inaczej...
Foszmańczyk w grudniu głośno wyrażał niezadowolenie z sytuacji w Ruchu. Był na tyle zdesperowany, że z Radzionkowa chciał odejść. A że jesienią był jednym z najlepszych ogniw w drużynie, na brak zainteresowania innych klubów nie mógł narzekać (mówiło się o Piaście Gliwice, a nawet Górniku Zabrze).

Minęły trzy miesiące, a wychowanek Ruchu Chorzów wybiegł na boisko nie tylko w koszulce "Cidrów", ale i z opaską kapitańską na ramieniu. - Pozmieniało się trochę - uśmiecha się "Fosa". - Na tę opaskę zasłużyłem sobie chyba dobrą grą. Chciałbym tę formę z jesieni podtrzymać wiosną. Choć już muszę uderzyć się w pierś, bo w sobotę zagrałem słabiej - przyznaje.

Trudno pod tymi słowami się nie podpisać. Niejeden obserwator potyczki żółto-czarnych z GKP Gorzów Wielkopolski zauważył, że "to nie był ten Fosa". Co więcej, to właśnie w jego słabszej dyspozycji dopatruje się słabości całej drugiej linii Ruchu. A w konsekwencji, niezbyt udanego występu zespołu Artura Skowronka. - Ciężko powiedzieć, czym to było spowodowane. Do sezonu jesteśmy przygotowani dobrze. Pierwszy mecz rundy zawsze jest ciężki - próbował "na gorąco" tłumaczyć niepowodzenie nowy kapitan zespołu.

Inna sprawa to murawa, na jakiej przyszło obu drużynom rywalizować. - Na boisku było bardzo grząsko. Z góry wygląda to lepiej niż jest naprawdę - tłumaczy Foszmańczyk. - Nie ma co jednak obwiniać ludzi, którzy zajmują się przygotowaniem murawy. O tej porze, gdzie się nie spojrzy, boiska tak wyglądają. A podejrzewam, że gdyby było inaczej, to i też gra wyglądała by lepiej - twierdzi.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również