Bramkarz "Cidrów": Kibice Polonii? Oni mnie nienawidzą
Spędził pan w Bytomiu trochę czasu i zaliczył kilkanaście występów w koszulce Polonii. Jak pan wspomina czas przy Olimpijskiej?
- Po raz pierwszy pojawiłem się w Bytomiu jako młody chłopak. Miałem jakieś 19 lat i dopiero wchodziłem w dorosłą piłkę. Udało mi się wtedy zadebiutować w ekstraklasie, ale brakowało mi doświadczenia bramkarskiego. Później poszedłem do Ruchu Radzionków, w którym mogłem się ogrywać i zebrać trochę praktyki. Do Bytomia wracałem z nadziejami na bluzę z numerem „1”. Na początku udało mi się nawet bronić, ale później straciłem miejsce między słupkami. Trenerzy nie stawiali na mnie i wszystko potoczyło się nieco inaczej niż oczekiwałem. Pozostał mi tylko niedosyt.
Ma pan do kogoś żal? Wskazał pan, że trenerzy nie dali panu zbyt wielu szans…
- Nie mam do nikogo pretensji. Po prostu nie zaufano mi w Bytomiu. Być może, gdyby decyzje podejmował inny trener, to otrzymałbym więcej szans na grę. A uważam, że tych okazji do wykazania się, nie dano mi zbyt wiele. Dziś jednak jestem w Radzionkowie i cieszę się z tego. Bytom to przeszłość.
Wie pan jak wspominają nazwisko „Kiełpin” w Bytomiu? Dziś na portalu Sport.pl ukazała się krótka wypowiedź Marka Pieniążka, który powiedział, że „Polonia może pluć sobie w brodę tylko z jednego powodu. W pierwszej połowie tego spotkania (z Radzionkowem – dop. red.) wystawaliśmy bramkarza, który zawalił dwa gole”.
- Z Markiem Pieniążkiem zawsze miałem dobre stosunki, więc nieco dziwi mnie to co powiedział, tym bardziej, że powtarzał mi, że mnie ceni. A co do tego spotkania... Każdemu piłkarzowi przydarzają się słabsze mecze. Fani wtedy głośno domagali się, aby trener mnie zdjął i on uległ presji. Zresztą nie będzie przesadą jeśli powiem, że kibice Polonii mnie nienawidzą. Niejednokrotnie okazywali mi to w czasie meczów. Wtedy w Bytomiu w ogóle było nerwowo. To jednak nie moja wina, że Polonia kiepsko stała w tabeli po rundzie jesiennej.
W Radzionkowie pana relacje z kibicami są o niebo lepsze. Co mecz fani „Cidrów” skandują pana nazwisko…
- To prawda, tutaj sytuacja jest diametralnie inna. Kibice odbierają mnie dobrze, cenią i to jest miłe. Przyjemniej i łatwiej się gra z fanami "za plecami". Zresztą to dla nich się gra spotkania domowe, bo wiadomo, że na wyjazdach jest różnie. Własna publika powinna dodawać skrzydeł, a nie je podcinać.
Ewentualne zwycięstwo nad Polonią będzie smakowało szczególnie?
- Owszem, ten mecz jest dla mnie bardzo ważny i zwycięstwo w nim będzie smakowało dużo lepiej niż w innym meczu. Dla mnie to będzie jednak tylko „smaczek”, a prawdziwego znaczenia ten mecz nabiera dla naszych kibiców. Wychowałem się na Śląsku i wiem, jakimi prawami rządzą się tutaj spotkania derbowe. Mam świadomość rangi starcia z Polonią i dlatego chcemy dać naszym fanom powody do frajdy.
Zbyt wielu ich na trybunach jednak nie będzie. Brak zgody na organizację imprez masowych połączony z meczem podwyższonego ryzyka poskutkuje tym, że na stadion będzie mogło wejść tylko niecałe 200 osób
- Nie martwimy się tym. Kibice już zapowiedzieli, że przyjdą na mecz i będą wspierać nas zza bramy stadionu. Wiemy, że będzie ich słychać.
Rozmawiał Maciej Smolewski