AZS AWF - Politechnika 81-89. "Musimy tu częściej przyjeżdżać"

28.10.2009
Po pierwszej kwarcie wydawało się, że AZS AWF rozgromi team z Warszawy. Jednak beztroska "Akademików" i świetna skuteczność "za trzy" gości, pozwoliła tym drugim zwyciężyć.
Zaczęło się fantastycznie dla gospodarzy. Po udanych kontrach Wójcika, AZS AWF prowadził już 9-0. Na tym jednak katowiczanie nie poprzestali. Agresywna obrona, a dzięki niej spora liczba przechwytów, pozwalały na zdobywanie łatwych punktów. Efekt? Po pierwszych 10 minutach "Akademicy" prowadzili różnicą aż 14 "oczek". - Moi zawodnicy tradycyjnie rozpoczęli mecz w szatni - złościł się Arkadiusz Miłoszewski, szkoleniowiec przyjezdnych.

W tej sytuacji wydawało się, że grający z polotem zespół Mirosława Stawowskiego odniesie przekonujące zwycięstwo. Nic bardziej mylnego. Goście nie poddali się i już wkrótce rozpoczęli festiwal prób "za trzy". Pierwszy sygnał do ataku dał Popiołek, który pracował jak automat. Na siedem jego rzutów zza linii 6,25 m aż sześć znalazło drogę do kosza. - Aż tyle trafiłem? To chyba jest mój rekord. Wniosek z tego jest prosty, musimy częściej przyjeżdżać do Katowic - uśmiechał się najlepszy strzelec pojedynku. Do przerwy z przewagi gospodarzy nie pozostało już nic i w drugiej połowie walka o wygraną miała trwać w najlepsze... Tymczasem emocji było jak na lekarstwo, bo do rewelacyjnego Popiołka dołączyli również jego koledzy z zespołu.

Łącznie, warszawiacy trafili aż 16 "trójek" przy rewelacyjnej skuteczności 55%. - Przestrzegałem przed tym mój zespół. To jest typowa drużyna, która bazuje na tego typu zagraniach. Mieliśmy nawet za cenę straty łatwych punktów nie dopuścić do możliwości oddania rzutu zza linii 6,25 m - irytował się Stawowski. - Nasza liczba trafień z daleka była dziś zadziwiająca. Ktokolwiek by nie spróbował, temu udawało się trafić - śmiał się Michał Exner, zawodnik Politechniki.

Tylko raz miejscowi zbliżyli się na trzy "oczka" do rywala, ale to było wszystko na co było ich stać. - Zabrakło agresji. Nie widziałem w drużynie sportowej złości - mówił trener AZS-u AWF-u. Tej z kolei nie zabrakło gościom ze stolicy - Dla nas to było niezwykle istotne zwycięstwo, bo walczymy o utrzymanie. Jesteśmy jedyną ekipą, która nie boi się stawiać na młodych koszykarzy. Bardzo dobrze zagrali 16-latkowie (Michał Michalak i Mateusz Ponitka - przyp. red.) - z zadowoleniem podkreślał Miłoszewski. - Z przeciwnika z każdą minutą schodziło powietrze. Być może zbyt szybko uwierzyli, że mają nas w garści? Ewidentnie ich to zgubiło - dodał Exner.
autor: Krzysztof Dębowski, Tomasz Mucha, Mariusz Polak

Przeczytaj również