AZS AWF Katowice - Znicz 74-83. Sam 17-latek, to za mało

12.12.2009
- Zamiast wykorzystywać błędy rywala, to w niekonwencjonalny sposób próbowaliśmy wykańczać akcje - irytował się Adam Zając, trener AZS-u AWF-u Katowice, po porażce ze Zniczem Pruszków.
- Przegraliśmy zdecydowanie w obronie. W ataku zresztą nie było lepiej. Zawodzili podkoszowi, którzy zwykle mają sporo punktów, a dziś tylko z osobistych, albo wcale - wyliczał powody porażki Zając. Pruszkowianie dobrze radzili sobie pod tablicą. Zbierali, ponawiali akcje i systematycznie odskakiwali od rywala. - Dobrze radzili sobie również z kontry - zauważył szkoleniowiec gospodarzy. - Czego nie można było powiedzieć o nas. Mieliśmy pięć takich sytuacji w ostatniej kwarcie i próbowaliśmy kończyć je w niekonwencjonalny sposób zamiast dojść rywala - dodał.

O to właśnie miał pretensje do swoich podopiecznych trener gości. - Niby spokojnie kontrolowaliśmy przebieg spotkania, ale cały czas musiałem ich mobilizować, żeby nie doszło do zbyt wielkiego rozluźnienia - denerwował się Roman Skrzecz, szczególnie, gdy 18-to punktowa przewaga zaczęła topnieć.

A duża w tym zasługa młodego Dziemby. - Mateusz bardzo się rozwija. Ma przede wszystkim jeden ogromny atut. Nie boi się brać odpowiedzialności na siebie. Jest ambitny, słucha co do niego się mówi. Ma papiery na granie - Zając chwalił 17-latka. Sam zawodnik nie był zbyt zadowolony. - Co z tego, że dobrze mi szło, skoro goniliśmy przeciwnika cały mecz i to bez skutku - przyznał niepocieszony Dziemba.

Katowiczan w pojedynku samodzielnie poprowadził Zając. Dotychczasowy trener, Mirosław Stawowski, przyglądał się wszystkiemu tylko z trybun. - W tym tygodniu przejąłem jego obowiązki - powiedział dotychczasowy asystent. - Chcieliśmy, aby Kazimierz Mikołajec objął zespół. Jest naszym pracownikiem, ale w tym sezonie raczej nie realne, aby zasiadł na ławce. Zaangażował się mocno w pracę w PZKosz i tylko będzie mi pomagał od czasu do czasu przy treningach - dodał.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również