AZS AWF Katowice - Zastal 71-93. Sam Dziemba to za mało

20.01.2010
AZS AWF Katowice w katastrofalnym stylu przegrał z Zastalem Zielona Góra. Jedynym pozytywem w ekipie gospodarzy był bardzo dobry występ Mateusza Dziemby, który zdobył aż 23 punkty.
Po udanym, choć przegranym, spotkaniu w Stargardzie Szczecińskim liczono na to, że "Akademicy" na własnym terenie postawią twarde warunki gry faworyzowanym zielonogórzanom. Niestety, goście podrażnieni nieoczekiwaną porażką w poprzedniej kolejce z Żubrami nie pozostawili złudzeń podopiecznym Mirosława Stawowskiego. - Pokazaliśmy, że to był wypadek przy pracy, a tamta przegrana paradoksalnie zmobilizowała nas do jeszcze lepszej postawy w Katowicach - wyjaśniał Tomasz Herkt, trener Zastalu.

Dominacja gości była bezsprzeczna praktycznie przez całe spotkanie, ale kto wie, jak potoczyły się losy potyczki, gdyby przy stanie 29-33 Piotrkowski - wyprowadzając kontrę - nie stracił piłki i zakończył akcję sukcesem. Niestety dla AZS-u AWF-u, błąd silnego skrzydłowego wykorzystał Raczyński i podwyższył prowadzenie. Zanim doszło do wspomnianej sytuacji, rewelacyjną dyspozycję prezentował Mateusz Dziemba, który zdobył z rzędu osiem punktów. - Zastal postawił nam bardzo wysoko poprzeczkę. Szkoda, że koledzy nie pomogli mi w większym stopniu, bo być może udałoby nam się nawiązać równorzędną walkę z rywalem - kręcił głową reprezentant Polski do lat 18, który w całym meczu zdobył aż 23 punkty, co jest jego rekordem życiowym na parkietach I ligi. A wymuszenie siedmiu przewinień rywala również ma swoją wymowę.

- Dla mnie najważniejsze było to, że zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. Pokazaliśmy kilka klasycznych akcji, z wykorzystaniem zarówno środkowego zawodnika, jak i obwodu. Była skuteczna obrona, a dzięki niej także i kontry - podkreślał z zadowoleniem szkoleniowiec przyjezdnych. Powodów do radości nie mają jednak "Akademicy", bo o ile z porażką można się było liczyć, o tyle ze stylem, w jakim została poniesiona, z pewnością już nie. - Tragicznie prezentowaliśmy się w obronie. Zabrakło przede wszystkim rotacji - złościł się Dziemba. Spore problemy mieli wysocy zawodnicy katowiczan z powstrzymaniem Jarmakowicza, który w pierwszej połowie nie pomylił się ani razu. A oprócz tego, katowiczanie zdecydowanie przegrali rywalizację "na desce", gdzie zebrali aż o 15 piłek mniej. Wróciły też stare grzechy w postaci nieskuteczności na linii rzutów wolnych. Wskaźnik 52 % jest najlepszym komentarzem do postawy ekipy z Górnego Śląska.


autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również