AZS AWF Katowice - Spójnia 78-87. Zawiódł atak w czwartej kwarcie
10.10.2009
Wcześniej wszystko wskazywało na to, że AZS AWF, mimo tego, że oba zespoły grały falami, wygra mecz z gośćmi znad morza. - Gdy prowadzi się na początku ostatniej kwarty 74-70, a do końca spotkania zdobywa się zaledwie cztery punkty, to nie można myśleć o zwycięstwie - rozkłada ręce Mirosław Stawowski, trener "Akademików". Co gorsza, katowiczanie również w obronie popełniali błędy i goście bezbłędnie to wykorzystywali, rzucając z "czystych" pozycji.
Dramat gospodarzy rozpoczął się, gdy boisko z powodu nadmiernej ilości przewinień musiał opuścić Wojciak, a po chwili także Milewski. Ten pierwszy, choć nie prezentował oszałamiającej skuteczności, to jednak kreował grę ofensywną AZS-u AWF-u. - W końcówce oddawaliśmy już rzuty z nieprzygotowanych pozycji. Mieliśmy także sporo głupich strat - irytował się Tomasz Koczwara, rozgrywający "Akademików". Do tego doszła także niska skuteczność rzutów wolnych. Miejscowi nie trafili aż 14 rzutów z linii osobistych.
Spójnia również straciła z powodu przekroczonego limitu fauli swojego lidera, Grudzińskiego, ale jego z powodzeniem zastąpił Dłoniak. - Mimo wszystko to chyba dobrze podziałało na mój zespół, bo przestali w końcu kłócić się z arbitrami, a zaczęli grać w koszykówkę - podkreślał Mieczysław Major, trener gości. Stargardzianie zaczęli agresywnie bronić, a w konsekwencji mocno ograniczyli poczynania Koczwary. - Tak musimy grać na wyjazdach. Tylko taka postawa może nam zapewnić szanse na zwycięstwa na obcych halach - twierdził Wiktor Grudziński, środkowy przyjezdnych.
Dramat gospodarzy rozpoczął się, gdy boisko z powodu nadmiernej ilości przewinień musiał opuścić Wojciak, a po chwili także Milewski. Ten pierwszy, choć nie prezentował oszałamiającej skuteczności, to jednak kreował grę ofensywną AZS-u AWF-u. - W końcówce oddawaliśmy już rzuty z nieprzygotowanych pozycji. Mieliśmy także sporo głupich strat - irytował się Tomasz Koczwara, rozgrywający "Akademików". Do tego doszła także niska skuteczność rzutów wolnych. Miejscowi nie trafili aż 14 rzutów z linii osobistych.
Spójnia również straciła z powodu przekroczonego limitu fauli swojego lidera, Grudzińskiego, ale jego z powodzeniem zastąpił Dłoniak. - Mimo wszystko to chyba dobrze podziałało na mój zespół, bo przestali w końcu kłócić się z arbitrami, a zaczęli grać w koszykówkę - podkreślał Mieczysław Major, trener gości. Stargardzianie zaczęli agresywnie bronić, a w konsekwencji mocno ograniczyli poczynania Koczwary. - Tak musimy grać na wyjazdach. Tylko taka postawa może nam zapewnić szanse na zwycięstwa na obcych halach - twierdził Wiktor Grudziński, środkowy przyjezdnych.
Polecane
Koszykówka
Przeczytaj również
02.12.2014
02.12.2014
Dzieciaki dostały pluszaki!
02.12.2014
02.12.2014
Radwan dołącza do Mingo
28.11.2014
28.11.2014
Misie na boisku!