AZS AWF Katowice - Sokół 67-63. Udana końcówka katowiczan

21.11.2009
Koniec czarnej serii "Akademików". Po zaciętym pojedynku podopieczni Mirosława Stawowskiego przechylili w końcówce spotkania szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Pierwsze minuty pokazały, że gospodarze będą mieli spore problemy z rewelacyjnie spisującym się w tym sezonie Sokołem. Zastępujący chorego Koczwarę Hajduk miał nieudany początek. Najpierw popełnił stratę, a po chwili nie trafił w prostej sytuacji. To spowodowało, że szybko usiadł na ławce rezerwowych. Zastępujący go Zając, trafił za trzy i AZS AWF po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie. - Zbyt szybko uwierzyliśmy, że pójdzie nam łatwo i nie broniliśmy już tak jak na początku - kręcił głową Wojciech Pisarczyk, skrzydłowy Sokoła.

W kolejnej odsłonie, dzięki bardzo dobrej grze Dubiela, który zdobył pod rząd siedem punktów, to goście wysforowali się na prowadzenie. - Trudno nam było bronić przeciwko temu zawodnikowi. To taki "fałszywy wysoki". Nie za wysoki, ale bardzo silny i dynamiczny - tłumaczył Mirosław Stawowski, trener katowiczan. I gdyby nie pojawienie się na parkiecie Mateusza Dziemby, to łańcucianie wygraliby pierwsze 20 minut. Reprezentant Polski do lat 18 trafił jednak trzykrotnie zza linii 6,25 i "Akademicy" byli bliżsi zwycięstwa.

Goście nie zamierzali jednak spasować. Do Dubiela dołączył Pisarczyk, który w dość łatwy sposób mijał rywali i zdobywał łatwe punkty spod samego kosza. - To nie to, że trafiałem było najważniejsze. W tym fragmencie spotkania dobrze funkcjonowała nasza defensywa i miejscowi nie mieli pomysłu jak sobie z nami poradzić - wyjaśniał skrzydłowy Sokoła. Na szczęście dla katowiczan w porę przebudził się Piotrkowski. Jego dwie akcje 2+1 pozwoliły zniwelować straty do zaledwie dwóch "oczek".

O końcowym wyniku miała więc zadecydować czwarta kwarta. W niej trwała praktycznie walka kosz za kosz. Bohaterem gospodarzy okazał się ten, który na samym początku zawiódł. Hajduk w ważnym momencie trafił dwa razy z półdystansu. - Dodatkowo popisał się trzema świetnymi asystami - komplementował go Stawowski. Gdy przy remisie po 62 w sytuacji sam na sam z koszem sfaulowany został Gembus, a arbiter odgwizdał faul umyślny, wydawało się, że "Akademicy" postawią kropkę nad i. Silny skrzydłowy AZS-u AWF-u trafił tylko jeden rzut wolny, a i dodatkowa akcja nie przyniosła punktów.

Szczęście sprzyjało miejscowym, bo faulowany Fortuna również trafił tylko raz. W następnej akcji trafił niezawodny Piotrkowski. Odpowiedź gości okazała się nieskuteczna, a zwycięstwo katowiczanom zapewnił Wójcik, który skutecznie egzekwował dwa rzuty osobiste. - W końcu udało nam się zagrać dobrze w końcówce. Zejdzie z nas wreszcie presja - mówił zadowolony Hajduk, który w jednej z ostatnich akcji skręcił staw skokowy.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również