AZS AWF Katowice - PWSZ Konin 59-61. Przespana pierwsza połowa

14.03.2010
Osłabione brakiem: Katarzyny Kosczielny, Karoliny Kozak i Darii Marchewki katowiczanki był bliskie zwycięstwa z zespołem z Konina, ale ostatecznie musiały uznać wyższość rywalek.
Początek dla katowiczanek był udany. Po akcjach Bachryj, Stawowskiej i Szabatowskiej miejscowe wyszły na pięciopunktowe prowadzenie. - To dość specyficzny obiekt i już po rozgrzewce wiedziałem, że będzie nam trudno dobrze wejść w ten mecz - tłumaczył trener gości, Tomasz Grabianowski. Chwilę później szkoleniowiec PWSZ zdecydował się na pierwsze zmiany i dość szybko przyniosły one efekt. Rezerwowe Budreń i Zawadka szybko zniwelowały straty i po chwili wyprowadziły zespół z Konina na prowadzenie. To z każdą kolejną minutą rosło, a frustrację zawodniczek AZS-u AWF-u potęgowały liczne pomyłki sędziowskie.

Po kolejnej nie wytrzymał już trener "Akademiczek", Adam Kubaszczyk i głośno wyraził kulturalną dezaprobatę wobec poczynań arbitrów. Sędzia szybko ukarał przewinieniem technicznym szkoleniowca katowiczanek. Dwa rzuty wolne wykorzystała Misiek, a dodatkową akcję zakończyła "trójką" Zawadka. W tym momencie przewaga przyjezdnych osiągnęła już 17 punktów. Sygnał do odrabiania strat dała Niezgoda, a chwilę później zaczęła ją wspomagać Stawowska, która w krótkim odstępie czasu zdobyła osiem punktów (dwie "trójki"). Najważniejsze było to, że... - Moje zawodniczki kompletnie nie potrafiły sobie poradzić z obroną strefową. Zaniechały prób dograń pod kosz, a z dystansu nie trafiały - irytował się Grabianowski.

W ostatniej kwarcie katowiczanki nadal niwelowały straty i po trafieniu w kontrze za trzy Stawowskiej, a następnie akcji Czajkowskiej i dwóch celnych osobistych Szymik na tablicy świetlnej pojawił się wynik remisowy na 3,5 minuty przed końcem spotkania. Ta sytuacja sparaliżowała jednak oba zespoły i kilka kolejnych akcji zakończyło się bez punktów. Dopiero sfaulowana Misiek trafiła na 60 sekund przed końcem dwa razy z linii rzutów wolnych. Dwie kolejne próby katowiczanek nie przyniosły jednak skutku i koninianki mogły unieść ręce w geście triumfu. - Ostatnia akcja została źle rozegrana. Olga Niezgoda miała iść na zasłonę do Agnieszki Stawowskiej. Niestety, nie zostało to wykonane odpowiednio szybko i nie dało nam odpowiedniej pozycji rzutowej - wyjaśniał Kubaszczyk - Tak na prawdę to jednak przegraliśmy ten mecz jeszcze w pierwszej połowie - dodał.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również